Normal
0
21
false
false
false
MicrosoftInternetExplorer4
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}
Przeglądam w komputerze album ze zdjęciami tegorocznej
jesieni. Setki zdjęć dzieci, ich niepowtarzalne miny, pozy, zabawy, kilka zdjęć
moich, kilkanaście mężulka. Prawie wszystko w barwnej scenerii zasypiającej
powoli działki. Między zdjęciami kilka takich, które trudno przypiąć do
jakiejkolwiek kategorii.
Pojedyncze detale, zbliżenia.
Nie wiem dlaczego robię takie zdjęcia, ale są.
Może po prostu muszę uwiecznić zawarty w pozornie martwych,
nic nie znaczących przedmiotach sens. Jestem niepokornym, wiecznie tułającym się
poszukiwaczem sensów. Wszędzie widzę metafory, dotykam alegorii, ścigam się z
prawdami. Nie łudzę się, że je znam. Może tylko czasami, przez przypadek
ocieram się o nie. Ale jaka w tym moja zasługa?
Fotografując jabłko widzę jego trudną, posiniaczoną, piękną
dojrzałość. Nie ma dojrzałości bez sińców Rut – myślę do siebie.

Śmierć liścia dębu. Śmierć zawsze samotna, zawsze pojedyncza
choćby obok tyle innych liści umierało.

Nobliwa, pogodna starość aronii – nieprzebrane, życiodajne
bogactwo dla zimowych ptaków. Obym była taką pogodną staruszką kiedyś:)

Zmartwychwstanie podbiału przebijającego martwą tkankę łąki.

Motyl jak pegaz lśniący na zgliszczach lata.

Poranny szron zmieniony w ożywcze krople południa.

Zadziwiająca harmonia dna słonecznika. Dna są różne.

Zabawa w poszukiwanie sensów.
