wsiąkanie bólu

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

 

– Mamooo!!!!

Ten krzyk i szloch przerażający z tylnej kanapy auta wciąż
świdruje mi w uszach.

– Nie płaczcie, dzieci – powtarzam raz i drugi sama mając
gulę w gardle – Nie płaczcie, proszę was. I odjeżdżam jak najprędzej by nie
patrzyły na agonię umierającego zwierzęcia. Ze skrzyżowania dzwonię do męża:

– Szarlotka weszła mi pod koła, gdy wyjeżdżałam – mówię –
Wyjdź i zrób co trzeba.

 

Szloch na tylnej kanapie nie gaśnie. Przycicha czasem, by po
chwili uderzyć nową falą.

– Nie płaczcie. – proszę znowu – Ala, Dusio, nie płaczcie.

– Mamo, dlaczego?!!! – wykrzykuje córka.

 

Co mam powiedzieć?

 Że nasza kotka, która
zwykle po odpaleniu silnika uciekała spod auta, tym razem nie uciekła. Że
przecież gdybym wiedziała, to nacisnęłabym jeszcze klakson. Że nikt tego nie
chciał, nikt nie mógł przewidzieć, nikt czasu nie może cofnąć.

Tak.

Właśnie tak mówię.

Ale to banały.

Ale to nie jest wciąż odpowiedź na najstarsze chyba i
najbardziej dramatyczne pytanie, jakie zadajemy: Dlaczego? Dlaczego jest
śmierć? Dlaczego przynosi tyle bólu? Dlaczego jesteśmy wobec niej tacy
bezradni?

 

Dzieci płakały niemal cały dzień. Dusio po powrocie ze
szkoły zaszył się w kącik i płakał aż miał zapuchnięte oczy i całą twarz. Ala
cicho połykała łzy na swoim łóżku wciąż zadając pytanie:

– Mamo, dlaczego?

– Nie wiem Ala. Tak już jest. Wiesz przecież. Wszyscy
umrzemy. Nic na to nie można poradzić.

– Mamo, ja chcę Szarlotkę. – wyszlochuje Dusio.

– Synku, poszukamy podobnego kotka.

– Nie chcę podobnego, chcę tego.

– Wiesz, że to niemożliwe. Nie mamy takiej mocy, by
przywrócić mu życie.

 

Płaczą.

Morze bólu.

A to śmierć maleńka jak kropla rosy. Wsiąkła w zamierającą
jesienną ziemię.

 

– A co będziesz robił, gdy ja umrę? – pytam, tuląc synka do
snu jak co wieczór.

Wybucha płaczem w jednej sekundzie.

– Będę strasznie płakał.

– Ale wiesz, że kiedyś muszę umrzeć.

– Wiem.

– Obiecuję ci – mówię, choć nie mam pewności ile warta jest
moja obietnica – że postaram się nie umrzeć aż do czasu, gdy będziesz dorosły i
będziesz miał własną rodzinę. Dobrze?

Kiwa głową i wtula mokry policzek w moją twarz.

Jego serce musi stwardnieć, musi zrozumieć, poczuć gorycz
małych strat by przetrwać większe.

 

Śmierć.

Temat nigdy nie oswojony.

Czasem myślimy, że wiemy już o niej wszystko, że nigdy już
nas nie przerazi, nie damy jej się więcej zaskoczyć…

A jednak…

Tego samego dnia wieczorem ujrzałam na blogu Maciejki trzy
świece przy imieniu Stelli.

Sama myśl, że Stella mogła…

 

Tak, umarła.

Miała 25 lat. W lipcu cieszyła się wakacjami. W
sierpniu dowiedziała się, że ma raka. Zmarła 29 września. W ostatnim mailu napisała mi, że ktoś wysłał do niej słowa: " I tak na pewno umrzesz". "No i co z tego, że umrę – powiedziała Stella – wszyscy kiedyś umrzemy." Była bardzo pogodzona, choć też bardzo chciała żyć.

Jej śmierć też wsiąkła w zasypiającą jesień.

 

Nigdy nie uodpornimy się na śmierć. Nigdy jej nie zaakceptujemy do końca. Kto wie – może jest w tym jakaś intuicja, że nie tak miało być i że śmierć nie pasuje do naszej bajki.

Ale dziś – choć to niepojmowalne – nasze serce musi spróbować
zrozumieć dlaczego jest i dlaczego dotyka nas sprawiając tyle bólu.

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *