pętle czasu

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Po kostki brodzimy w jesieni, w jej szelestliwym , złocistym
bogactwie.

Pożegnaliśmy wczoraj pięć żurawich kluczy.

Ich klęgor.

Tak śpiewa serce ścierane w żarnach czasu, który powoli lecz
nieustannie się obraca.

Czasem zatacza pętle, powraca w te same miejsca, sytuacje,
obrazy.

Pierwsza pętla czasu.

Prowadzę Laurkę za rączki drogą przez sad. Szemrze zrudziałe
morze trawy, świerszcze pryskają spod stópek jak brunatne kropelki, słońce
tańczy wokoło. I wtedy nagle pojawia się w głowie ten obraz – najstarszy ze
wszystkich jakie znam. Jestem maleńka, mama prowadzi mnie za rączki po tej
samej drodze. A tam dalej stodoła i wiem, że obok jej wierzei obie znajdziemy
gromadkę jeży. Wszystko w sepi kolorach. Rudawy blask słońca.

Zatoczyłeś koło, zatańczyłeś czasie na scenie mego życia.

Druga pętla.

Przełączam aparat na tryb zdjęć czarno-białych. Zawsze
zadziwia mnie, fascynuje świat ujęty w te dwie barwy. Kiedy redukujesz kolory,
nagle wydłuża się przestrzeń, tężeją kształty, uwydatniają szczegóły. Obrazy
nabierają cech metafory.

I tak robię zdjęcie Nusi. Huśta się na huśtawce między
brzozami, rozwiane włosy, uśmiech. Przełączam zdjęcie na podgląd i zamieram, bo
z małego ekraniku patrzy mi w oczy mała Rut.

Potem zdjęcie Lauci w wózku, na tle ceglanej ściany domu,
przy niebieskiej ławeczce. I znów czas przerzuca kilka kartek wstecz. Zdjęcie
mojej mamy, gdy była małą dziewczynką. Dokładnie to samo miejsce, dokładnie ten
sam grymas, promienie słońca mrużące oczka.

Pętla trzecia.

Siedzę przy skalniku, pachną aksamitki, na kolanach Laurka.
Dokładnie tak siedziałam rok temu, a córeczka nienarodzona brykała w moim
brzuchu. Jak to niedawno było i jak dawno. Cały rok, a wydaje się jakby tydzień
minął. Nic się nie zmieniło i zmieniało się wszystko.

Zatańczył czas przed oczami, zakołował.

 

I zdanie, które noszę w sobie od roku i które jak refren
piosenki pojawia się zawsze, gdy jedziemy na wieś mijając zagajniki, lasy i
domostwa: „ stoją przy drogach rude zalotnice”.

Wdzięczą się brzozy o włosach zrudziałych, wyczesują liście
na asfalt drogi.

 

Tańczy czas, tańczy, obraca się wkoło. Kolejne jesienie za
nami, żegnamy kolejne klucze żurawi. Ich klęgor aż ściska za serce.

– Żegnajcie żurawie, żegnajcie! Wróćcie do nas na wiosnę! –
wołamy z Nusią machając rękami.

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *