– Oooo, ręka Boga!!! – krzyczą nasze dzieci patrząc przez okno.

My to tak nazywamy:)
On palcami swymi muska wszystkie nasze ziemskie sprawy,
dachy przykurzone,
świetlisto- żółte narcyzy,
pióra gołębi w locie,
berety na głowach pań,
trawy prostujące po zimie swoje plecy,
włosy podlotków, a pod nimi całkiem już dorosłe myśli,
uprane obrusy na sznurach,
karoserie śmigających aut,
kłębki wronich gniazd na czubkach drzew,
uliczne zebry z wędrującymi po nich tornistrami,
tafle okien wiosennie wypucowanych,
zadarte noski bobasków,
laski staruszek stukające o chodnik,
szepczące fale rzeki,
zwitki białej kory na pniach brzóz,
mnie, ciebie, nas.
„ Jestem bowiem świadomy zamiarów, jakie zamyślam co do was – zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie.” – mówi.

… słyszę to oczami.
