Wczoraj było święto jednego z naszych wielkich przyjaciół i wspomożycieli – św. Antoniego.
Ostatnio dużo o nim pisałam, ale muszę dodać jeszcze jedną historię, bo to pierwszy raz w moim życiu, gdy Antoni znalazł zgubę, zanim poprosiłam go o pomoc:)
To zdarzyło się również na ostatniej wycieczce.
Gdy robiłam tzw. nalot na pokoje ( wiecie, wieczorny obchód czy wszystko ok, wszyscy pomyci, w swoich pokojach szykują się do nocnej ciszy:), moją uwagę zwróciło zbiegowisko na hotelowym korytarzu. Grupka uczniów głośno ( mimo zbliżającej się ciszy nocnej) deliberowała nad czymś, a najdonośniej Maja, znana z tubalnego głosu i niepohamowanego temperamentu.
– Idź do pani Rut!!! – krzyczała – ona ma specjalne moce i zaraz ci znajdzie.
Zaciekawilo mnie to, więc poszłam w ich kierunku.
– Co się stało? – zapytałam.
– Oj, bo zgubiłem stówę i nie mogę znaleźć – wyznał strapiony Filip.
– A ja mu mówiłam żeby szedł do pani, bo pani się pomodli – pochwaliła się Martynka.
Uwierzcie mi, że z trudnością hamowałam wybuch śmiechu. Bo pewnie mi nie uwierzycie, ale pół godziny wcześniej do naszego pokoju zapukał Mati i powiedział, że znalazł stówę, nie wie czyja, więc przyniósł do nas.
Trochę nie miałyśmy pomysłu z Bellą jak znaleźć prawdziwego właściciela, więc pieniądze położyłyśmy na biurku i miałyśmy się zastanowić później.
– No dobrze Filip – powiedziałam spokojnie – to ja teraz pójdę i porozmawiam ze św. Antonim o twoich pieniądzach.
– Ale niech pani idzie do mojego pokoju.
– Nie, nie – zaprotestowałam – muszę iść do mojego, bo tylko tam są te specjalne moce – mrugnęłam okiem i zeszłam po schodach.
Po paru minutach przyniosłam zgubę jej właścicielowi, a ten ze szczęścia omalże nie skakał.
– Ale – wtrąciła stojąca za moimi plecami Bella – w twoim imieniu obiecałyśmy św. Antoniemu, że za każdym razem, gdy coś zgubisz, będziesz prosił go o pomoc.
– Dobrze – przytaknął szczęśliwy posiadacz stówy.
Stadko uczniów nie mogło uwierzyć w to, co się stało.
– Ej, pani pewnie dała ci swoją stówę – podejrzewał Emil.
– Nie zarabiam aż tyle żeby wam rozdawać pieniądze – zaśmiałam się i poszłam.
A sława świętego Antoniego rozeszła się lotem błyskawicy😇
Zasługuje na to jak nikt inny:)
Nie wspomnę bowiem ile razy w ciągu tego wyjazdu uratował nas od ulewy, burzy i nawałnicy, a czarne chmury nad nami zamieniał w puszyste baranki. Wystarczyło tylko westchnąć: „Pomóż święty Antoni” i działy się cuda.
Teraz wzdycham do niego w innej sprawie i ufam, że szybko wysłucha.

Rutt 🙂 Oniemiałam
pomyśl w jakim szoku byli moi uczniowie;)