archiwum dni

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

 

– Jak ty Rut szybko wijesz wianki – mówi
sąsiadka uśmiechając się zza ogrodzenia.

Zdziwiona Rut szybko robi w głowie przegląd wypadków
ostatnich dni.

Jest. Jest wzmianka.

Archiwum, strona 112, werset 56.

Siedziała na słoneczku przy tarasie, kołysała
w wózku uśpioną Laurkę, Nusi kazała nazrywać z ogródka mleczy na wianek, a
potem szybko, szybko splatała wianek dla córeczki. Musiało być z prędkością
światła, bo do wicia potrzebne  dwie
kończyny górne, a wózek napędu jeszcze nie ma. No i osy nieco interesowały się
złotym bukietem. Już zdążyły obudzić się w kominie i  natarczywie umilają życie wszystkim
domownikom.

Sąsiadka całą scenę musiała widzieć przez
okno, a teraz wyszła pospacerować po chodniku, różaniec odmówić i obejrzeć
beatyfikacyjno – patriotyczne dekoracje przy domach.

Łopoczą flagi. Biało – czerwone, biało – żółte
i niebieskie.

 

Archiwum, strona 113, werset 13.

Laurka pierwszy raz choruje.

Dotyka życia od tej
twardszej strony. Dzielna jest nad podziw.

Gdyby kogokolwiek z
dorosłych bolały zęby, męczył katar, uciążliwy kaszel i gorączka czuliby się
umierający , a ona… potrafi nawet uśmiechnąć się i pogaworzyć.

A Rut prawie nie
sypia czuwając, całe dni spędza na bardziej lub mniej udanych próbach „ulżenia
jej w niedoli” i gdyby tylko to było możliwe – chciałaby zabrać jej tę chorobę
i sama zachorować.

Wie, tak czują
wszystkie matki.

 

Rut lubi patrzeć na
tego złotego pelikana na ołtarzu. Kiedyś nie wiedziała co ma wspólnego pelikan
z Chrystusem. Teraz wie. Ptak – gdy nie ma czym – karmi młode własną krwią.

 

z każdą nieprzespaną
nocą

z każdym drgnieniem
serca na krzyk dziecka

z każdą jego chorobą

z każdym utuleniem
szlochu

rozumie Rut coraz
bardziej i Jego i wszystkie pelikany.

 

Archiwum, strona
114, werset 167.

Kiedy Laurka
zasypia, Rut zostawia ją z mężem, bierze dzieci, pudełko z krzaczkami
stokrotek, które podarowała jej sąsiadka i jedzie na działkę. Chociaż na
chwilę. Odpocząć, nasycić oczy zielonością, płuca powietrzem sosnowym, uszy –
ptasim trelem. Działka w pełni rozkwitu. Wytrysła biała fontanna tawuły,
niezabudki rozlały się jak lazurowy strumień, brzozy zazieleniły. Rut szybko
biega, sadzi swoje ulubione kwiatki. To tu , to tam kępka. Rozsieją się,
rozrosną, zaludnią kiedyś cały trawnik białymi łepkami. Jeszcze obejrzeć nowe
pączki, podlać kilka roślin. Dusio i Nusia biegają jak młode źrebięta, śmieją
się, piszczą, bawią wodą. I szybki powrót przez wioski, wśród lasów, pól i łąk.

 

Archiwum, strona
115, werset 1

Ranek. Laurka lepiej
spała w nocy, już nie poświstuje przez nosek, nie wyrywa ze snu atakiem kaszlu.
„Będzie dobrze” – myśli Rut z ulgą. Opatula niemowlaczka, uchyla okno. Mąż już
zaparzył jej kawę. Siedzi sobie Rut w różowej pidżamie, słucha porannego
świergotu ptaków, popija czarny napar. Laurka śpi, Dusio leży obok niej
cichutko i dotyka ustami małej ciepłej rączki. W kuchni Miś i Nusia wiodą
jakieś ciekawe dysputy. Ala jeszcze z głową w chmurze dziewczęcych snów. Do
późna Musierowiczową czytała.

 

Ach, życie jest
piękne.

Bywa trudne, ale to
nie ujmuje mu uroku.

Dziś beatyfikacja.
On umiał kochać życie jak nikt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *