zawiłe losy kota z obrazka

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Po południu narysowałam głowę kotka. Z braku
laku – na odwrocie zaproszenia ślubnego Amelki ( tak, tak – ślub lada dzień).
Kotek miał sobie spać słodko zwinięty w kłębuszek i być może – docelowo –
znaleźć się na jakimś nowym modelu naszego łóżeczka.

Tymczasem …

jak to zwykle bywa w naszej chacie, kotek
musiał poczekać, rysowniczkę bowiem porwał wir wydarzeń ( Laurka wciąż chora i
ząbkująca, dzieci szykowały się na przyjęcie balonikowe u ciotecznej
siostrzyczki Tosi).

Dopiero późnym wieczorem mój okręt znów
zawinął do portu Kuchnia w celu uzupełnienia zapasów ( czasami trzeba coś zjeść).
Na stole leżał mój kotek, lecz bynajmniej nie zwinięty a … rozkraczony:)

 

 jakby go walec drogowy przejechał w czasie
błogiej drzemki.

Od razu znać charakterystyczny styl
współautorki obrazka. Z pewnym zmieszaniem ośmieliłam się tylko zapytać:

– Co to ten kotek ma na brzuszku?

I usłyszałam to czego się spodziewałam:

– Pipcioszkę.

 

Po co się pytam , jak wiem:)

 

Rozkraczony kotek przespał na stole calutką
noc. Może to niezbyt wygodne leże, ale i tak zwierzak miał szczęście – ja i Miś
prawie nie spaliśmy i spokojnie moglibyśmy tę noc ustawić na półce z horrorami
i thrillerami.

Gdy rano półprzytomna doszłam na późne
śniadanie, okazało się, że kotek nie jest już sam, bo oto z pułapu zwieszał się
okazały …

 

pająk:)

Tu już musieliśmy trochę pogłówkować z mężulkiem
kto w twórczym porywie spłodził stawonoga razem z jego pajęczyną.

No i choć niewyspani i nie w sosie i
posiwiali od wczoraj o kolejne dziesiątki włosów musieliśmy się roześmiać z
całej tej historyjki o kotku, która zupełnie wymknęła się spod kontroli.

 


Gdy byłam na studiach w ramach pracy nad sobą
układałam każdego wieczoru harmonogram dnia następnego. I potem punkt po
punkcie realizowałam swoje plany. Czasem z uporem maniaka i kosztem zamknięcia
się na to, co oferowało życie. Czy to było dobre? Nie wiem. Na pewno prostsze,
bardziej uporządkowane.

Bo kiedy jesteś sam, scenariusze są
łatwiejsze do przewidzenia, znasz swoje historyjki od początku aż do puenty.

 Kiedy
zaczynasz dzielić życie z innymi, opowieści rozrastają się w zadziwiające
fabuły, a nad wieloma wątkami tracisz władzę. Nikt cię nie pyta jakie miałeś
plany i czy wszystko idzie po twojej myśli, a wydarzenia zaskakują cię raz po
raz, barwy mieszają się, powstają nowe odcienie .

Ale takie życie wolę.

I bawi mnie, że kotek z obrazka, który miał
być słodkim kłębuszkiem, wygląda jak dywanik przed kominkiem:)

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *