Normal
0
21
false
false
false
MicrosoftInternetExplorer4
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}
– Dziuby cie!!! Dziuby cie!!! – skanduje maluszek przy
stole.
– Bułeczkę? – strzelam w ciemno, bo akurat stoi na stole
półmisek z jedną sztuką specjału babci.
– Nie! Dziuby!!!
– Ciasta? – strzelam raz drugi, bo obok stoi talerzyk z
równymi sześcianikami pierniczka-zawsze-wychodzącego.
– Nie cie! Dziuby cie!!! – jeszcze głośniej nieco już
sfrustrowana pociecha.
– Może kompociku? – usiłuję panicznie odgadnąć wobec
przeważających decybeli wroga.
– Nie!!!! – niecierpliwi się Laucia tupiąc nogami. Jak
Laucia głodna, to zła. Ma to po mamie:) – Dziu-by!!! – rozbija wyraz na sylaby.
Chyba dla ułatwienia:)
„Dziuby, Dziuby??? – analizuję – znam to słowo. Tak ma na
nazwisko jeden z sąsiadów moich teściów. Ale to nie może chodzić o niego. A
może???” – zaczynam się wahać.
W końcu Laurka postanawia przejść od słów do czynów.
Podbiega do kuchenki i barwną gestykulacją wskazuje w kierunku srebrnego
garnuszka.
– Zupy?!!! – wykrzykuję tryumfalistycznie.
– Dziuby. – potwierdza z uśmiechem głodomór.
No to jesteśmy w domu:)
