Normal
0
21
false
false
false
MicrosoftInternetExplorer4
Jeśli chodzi o gospodarstwo domowe
Rut co najmniej pod dwoma względami jest maniakiem. Nieugiętym i głuchym na
wszelkie, nawet najbardziej zdroworozsądkowe argumenty.
– Ja ci w końcu kupię na prezent
tę ceratę. – obiecuje Moni patrząc jak Rut zdejmuje poplamiony właśnie przez
dzieci obrus i wyjmuje nowy.
– Nie chcę ceraty. – protestuje
gospodyni prasując kraciastą szmatkę – Całe dzieciństwo jadłam na stole
przykrytym ceratą. Nikt mnie nie zmusi żebym położyła ją na swój stół.
Rut wciąż pamięta nieprzyjemne
doznanie, gdy na ceratę wylało się coś słodkiego i – niezauważone przez
zapracowaną mamę – na niej wyschło. Albo te brzydkie szramy i nacięcia, które
pogłębiały się wraz z wiekiem ceraty. Rut miała bardzo dużo rodzeństwa, więc
nie było dnia bez rozlewania, rozsypywania, nacinania i dziurawienia ceraty, a
ta była rzadko wymieniana ze względu na małą dostępność nowych cerat, jak
zresztą wszystkiego w tym czasie na rynku:)
– Ale teraz są takie inne ceraty –
próbuje przekonywać koleżanka – Wyglądają prawie jak obrus. Z materiałem na
wierzchu.
– Tak, mama mi ostatnio chciała
nawet ofiarować taką co to wygląda jak szydełkowa serweta. – śmieje się Rut
układając pod nosem Moni obrusek – Co z tego, skoro ja wiem, że to cerata?
– Zobaczysz, ja ci jeszcze kupię tę
ceratę. – nie ustaje rozmówczyni.
– A ja ci kupię w końcu czajnik. –
nie pozostaje dłużna Rut, która zna niektóre manie Moni, w tym taką, że
gotowanie wody na herbatę w garnku jest wygodniejsze i zdrowsze.
Tak więc jedno szaleństwo mamy –
obrusy.
Jak najbardziej sielskie, nie-plamoodporne, wymagające prania,
suszenia, prasowania i częstych zmian.
I gdzie tu zdrowy rozsądek?
Próżno go szukać.
Drugie szaleństwo Rut, w którym
nie ma metody, to bukiety.

Poupychane we wszystkie dostępne
wazony, wazoniki i butelki, stojące wszędzie i sypiące trudno-spieralnym pyłkiem
na wyżej wymienione nie-plamoodporne obrusy.

Czasem pachnące jak diabli, bo z
wrotyczem na przykład, od którego padają nawet komary, albo z pękiem aksamitek,
którym można przypisać wiele zalet, ale nie zachwycający aromat.

– Może to odstawię dalej? –
zapytuje nieśmiało mężulek pokazując na bukiet z intensywnie waniliowo
pachnącymi floksami – W nocy ciężko będzie się spało. – popiera postulat
zdrowotnym argumentem.
Maniak jednak jest maniakiem.
– To tylko dwie gałązki floksów.
Nic nam nie będzie. – przekonuje żona wtulając nos w fioletowe płatki.

Każdy ma jakiegoś bzika, każdy
jakieś hobby ma, a Rut ma dwie szalone Manie:)
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}
