W czasie świątecznych ferii udało się uskutecznić odwiedziny u dziadków. Kilkudniowe, a dla niektórych wybitnie KILKUNOCNE.
Układamy się spać jak śledzie w beczce, bo – w związku z licznym zjazdem rodzinnym – w sześcioro w jednym pokoju. Z braku łóżek niektórzy śpią na materacach na podłodze. Wśród niektórych ja i Laurka.
A każda noc ma swój refren, bo gdy zgaśnie światło, a po długich śmiechach ( dzieci) i strofowaniach( dorośli), zapada cisza, rozlega się spłoszony głosik najmłodszej pociechy…
Noc pierwsza:
– A jak psyjdzie tu wilk? Odp: Tu nie mieszkają wilki.
Noc druga:
– A jak psyjdzie tu scupak?
Odp: Szczupaki nie umieją chodzić.
– To pilnuj zeby nam mys nie wyciągnęła poduski:)
Noc trzecia: – A jak psyjdzie tu zonglel?
– Kto?
Odp: Żongler mamo!!! – wykrzykują dzieciaki – Ona dziś czytała książkę o żonglerze!
I wszyscy wybuchają śmiechem.
Nie, żonglera nie wpuszczamy!!! I tak śpimy jak śledzie w beczce:)

