– Wujek Max powiedział, że teraz wszystkie sikorki zdechną, bo zima je zaskoczyła. – donosi mi Dusio najświeższe wieści do kuchni.
Są święta niespodziewanie obleczone w śniegowe pierzyny. Właśnie patrzę przez okno na świat jak z obrazka i cieszę się wszystkimi odcieniami bieli , a tu taka nowina.
– Co z tymi sikorkami? – pytam wchodzącego mężulka – Dlaczego zginą?
– Nie. To chodzi o to…
I Miś opowiada mi pokrótce skomplikowane losy tych ptaków.
Max mówi, że są dwa rodzaje sikorek. Jakby dwa rody. Jedne- wędrowniczki – przed zimą odlatują do Holandii, bo tam cieplej. Drugie są osiadłe i zostają w Polsce. Gdy zima jest ciężka, dużo tubylczych sikorek ginie, bo nie mogą znaleźć pożywienia.* Wtedy na wiosnę wracają wędrowniczki i mają lepsze warunki i rozwija się ten ród. Ale, gdy zima jest łagodna, większość sikorek, które zostały, przeżyje i znajdzie sobie lepsze miejsca lęgowe zanim wrócą te z zagranicy. Wtedy wędrowniczki mają gorsze warunki i mniej potomstwa. I tak zależnie od roku – prawie jak w zegarku następuje cykliczność rozwoju populacji wędrowniczek lub sikorek tubylców.
Zachwycające.
Perfekcyjność scenariusza co do aktu, litery, kropki nad i.
A Ty Rut?
Dlaczego się martwisz?
Jesteś ważniejsza niż wiele wróbli, wiele sikorek, drozdów, kosów, trznadli…
Dlaczego się boisz?
Jeśli coś ginie, to tylko po to, by zrobić miejsce czemuś innemu.
Ufaj.
Wszystko jest jak w szwajcarskim zegarku. Bardziej nawet w twoim życiu niż u wróbli, sikorek, drozdów, kosów, trznadli…

* przy okazji ( notka wydawcy:) – jak już zaczniemy coś sypać do karmnika to nieprzerwanie, bo ptaki przyzwyczajają się do swojej stołówki i nie szukają gdzie indziej, więc jeśli przestaniemy je karmić, zginą.
