blizna

 

Przecierając umywalkę, spojrzała w wielkie lustro nad nią. Było upstrzone przez muchy i kropeczki z pasty do zębów, ale nie to przykuło jej uwagę.

Lecz jej brwi, jak skrzydła popielatej ważki. A jedno z nich przecięte. Przesunęla palcem po tej starej bliźnie i od razu w głowie odrodziło się tamto lato, gdy jako mała dziewczynka bawiła się z młodszą siostrą w ciuciu – babkę. Zamknęła oczy i z wyciągniętymi przed siebie rękoma szła słonecznym podwórkiem żeby złapać siostrę. I wtedy to się stało. Na chwilę, dosłownie na chwilę opuściła ręce, które miały ostrzegać przed przeszkodami na drodze. Metalowe przęsło bramy i ciepła strużka krwi spływająca ze skroni w dół po policzku.

Jeszcze raz przesunęła palcem po tym miejscu.

Uśmiechnęła się do lustra.

To nic. Zupełnie nic.

Przecież miała blizny o wiele większe i tak głęboko ukryte, że nie dałoby się ich ugłaskać dłonią. A jednak żyła, pomimo nich, a może też trochę dzięki nim. Bo choć ona ich przygładzić nie mogła, był Ktoś, Kto docierał do każdej i zalewał oliwą, by nie krwawiły na wieki.

Czasem idziemy po omacku – jak dzieci grające w ciuciu-babkę… Czasem opuszczamy gardę, bo nie sposób iść całe życie, wciąż się asekurując… Czasem trzeba zaryzykować… Czasem zderzyć się z twardym murem, przęsłem bramy, obojętnością drugiego człowieka…

Ale to nic, zupelnie nic. To jest już wliczone w rachunek zwany życiem.

Ktoś inny zapłacił należność. Z nawiązką.

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 25 lat, mama czwórki dzieci, w tym trójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny, malowanie i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *