Czasami jest w naszym życiu pustynia i posucha, gdy zmagamy się z brakiem, niezaspokojonym głodem czegoś. To wymagające okresy w naszym życiu, naznaczone cierpieniem i rozterką, sprawdzają nas jak się sprawdza srebro i wypalają jak się wypala złoto w ogniu.
Ale przychodzą także czasy nadhojności, gdy otrzymujemy wszystko z naddatkiem, nie tylko to, czego potrzebujemy, ale dużo dużo więcej. Jak male dziecko zasypane przez ciocie i dziadków słodyczami i zabawkami. Nie do przejedzenia, nie do przebawienia, nie do ogarnięcia okiem, rozumem ani sercem.
I wbrew pozorom to też nie jest łatwy czas w naszym życiu. Wzywa nas do czegoś innego, uczy wdzięczności i mądrości wyboru, samoograniczania się, dyscypliny niewymuszonej, lecz takiej, która jest osobistą decyzją.
* * *
U nas w tym roku prawdziwa klęska braku owoców. Na skutek paru celnych uderzeń przymrozków na wiosnę zostały uszkodzone kwiaty lub już zawiązane owoce. Nie było więc wiśni, czereśni, brzoskwiń, śliwek, nie będzie jabłek, aronii, orzechów ani gruszek. Ostatnio jednak w trakcie wakacyjnych wyjazdów odwiedziliśmy inne rejony, a tam – ku naszemu zdumieniu – klęska urodzaju. Drzewa i krzewy uginają się od owoców, trzaskają gałęzie, a ludzie zdezorientowani nie wiedzą co począć z całą tą obfitością plonów. Nie da się tego przejeść, przerobić, nikt nie nadąża nawet z zebraniem wszystkiego.
Zadaję sobie pytanie czego uczy nas niedostatek i obfitość i myślę o tym jak naprzemiennie goszczą w naszym życiu.
Jedno i drugie ma sens, choć często zbyt pochopnie sensu się im odmawia. Bo na pierwszy rzut oka i z pozoru jedno i drugie wydaje się rodzajem szaleństwa. Jak każda skrajność w naszym życiu. Nazywamy je nawet plagami. Plaga nieurodzaju i plaga urodzaju.
Ale też każda skrajność prowadzi nas na brzeg, na sam ostry szary klif, wyprowadza ze środka równowagi, sprawdza nasze granice. Czy są mocne, odporne? Czy nie wpadnę w utyskiwanie i użalanie się, gdy nie mam nic lub prawie nic, gdy jestem głodny i spragniony, sam, chory, bez pracy? Czy nie oszaleję z nadmiaru, nie stanę się pyszny i nie dam się zwieść pokusie samowystarczalności, gdy mam aż nadto i wszystko się wiedzie?
Więc chodzi o pokorę. I tu i tam. Na pustyni i w rajskim ogrodzie obfitości. I o zaufanie w sens wszystkiego, co się nam przydarza.

Pokora i zaufanie 🙂 Dzięki, Rutt
Pozdrawiam z Krainy Niedostatku i z Krainy Obfitości
też cię pozdrawiam:)