przerabianie

 

Obrywam listki mięty i wysypuję na tace do suszenia. Będzie herbatka, choć nie łudzę się, że aż na zimę, bo zbyt szybko idzie w naszym domu. Resztę mięty zalewam wodą w dużej misie, tak musi postać parę godzin, oddać wszystkie swoje aromaty i całą swoją magię. A potem ugotuję z niej złoty sok.

Teraz pietruszka: natka do wody, osuszyć, posiekać, w słoiki i do zamrożenia. Korzeń obrać, pokroić w kostkę, w woreczki i zamrozić. Czeka jeszcze worek marchwi i drugi buraków do przerobienia na ulubione całej rodziny sałatki- buraczki konserwowe z papryką.

Jabłka pójdą na ciasto, gruszki do zjedzenia. Śliwki niestety od wczorajszego wieczora nie przetrwały, więc kompotu nie będzie, ani ciasta śliwkowego. Nie będzie nic.

Tak już jest z przerabianiem tego, co się zebrało. Czasem naprawdę trzeba się spieszyć, by nie zmarnować tego, co dała ziemia. Czasem można poczekać, ale i tak nie można tak po prostu zlekceważyć plonów, bo je zmarujemy.

Zawsze nieswojo się czuję z myślą, że w lesie obok są jagody, a ja ich nie zbieram, albo, że porzeczki na krzakach dojrzały, a ja nic z tym nie robię. To jakby zlekceważyć samego Boga i Jego dobroć.

* * *

Czyż nie tak jest właśnie w naszym życiu?

Gdy uczeń lub student ma już wystarczająco informacji i danych, musi je przerobić, bo inaczej ulecą z pamięci i nic nie zostanie. Zmarnowany czas, zmarnowane szanse.

Gdy malarz ma płótna, pędzle, farby, zdolności, a wokół siebie tyle piękna, czy może siedzieć z założonymi rękami? Gdy ktoś ma dar do pisania, a słowa same zaprzęgają się jak rumaki w jego głowie, czy może nie wziąć długopisu, pióra lub nie zasiąść przed komputerem, by to uwiecznić?

Życie nieustanne zasypuje nas swymi darami. Wydarzenia, rozmowy, relacje, doznania, tragedie i wielkie szczęścia, porażki i zwycięstwa, małe i duże zbiegi okoliczności. Ale jeśli ich nie przerobimy, nic lub niewiele z nich skorzystamy. Nie nasycą nas, nie sprawią, że dojrzejemy, urośniemy, nie dodadzą sił ani mądrości. A przecież po to są. Mają nas karmić. I nie tylko nas. Bo przerabiamy je nie tylko dla siebie.

Jeśli nie przerobimy otrzymanych darów, odejdą w zapomnienie i nie zmienią nic w nas ani wokół nas. Będą jak te śliwki zostawione na noc, które są już tylko pożywieniem dla chmary much.

A czasem „przerobić” to zwyczajnie przemyśleć i przemodlić. Do końca, na wskroś i z przypisami:)

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 25 lat, mama czwórki dzieci, w tym trójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny, malowanie i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *