Dziecko, które urodziłaś, waży 10 funtów.
Jest w nim osiem funtów wody i garść węgla, wapnia, azotu, siarki, fosforu, potasu, żelaza, Urodziłaś osiem funtów wody i dwa popiołu. A każda kropla tego twojego dziecka była parą chmury, kryształem śniegu, mgłą, rosą, zdrojem, mętem kanału miejskiego. Każdy atom węgla czy azotu wiązał się i rozwiązywał w miliony różnych połączeń.
Tyś tylko zebrała to wszystko, co było.
(…)
Wśród milionów ludzi urodziłaś jeszcze jedno — co? — źdźbło, pyłek, — nic.
Takie to kruche, że je zabić może bakteria, która 1000 razy powiększona, jest dopiero punktem w polu widzenia…
Ale to „nic” jest bratem z krwi i kości fali morskiej, wichru, błyskawicy, słońca, drogi mlecznej. Ten pyłek jest bratem kłosu, trawy, dębu, palmy, — pisklęcia, lwiątka, źrebaka, szczenięcia.
Jest w nim, co czuje, bada, — cierpi, pragnie, raduje się, kocha, ufa, nienawidzi, — wierzy, wątpi, przygarnia i odtrąca.
Ten pyłek ogarnia myślą wszystko: gwiazdy i oceany, góry i przepaście. A czym jest treść duszy, jeśli nie wszechświatem, jeno bez wymiarów?
Oto sprzeczność w istocie człowieczej, powstałej z prochu, w której Bóg zamieszkał.
(Janusz Korczak ” Jak kochać dziecko”)

Jest w tym echo Pascala, tak mi się wydaje… i jeszcze własna Korczakowska szorstka czułość.
Piękny ten cytat
tak, piękny. Jest dłuższy, tu trochę skrócony.