– Lubię jak pada – mówi Lalcia z kocim uśmiechem.
– Dlaczego? – pytam.
– Bo tak.
– Wtedy można czytać książkę – wtrąca Hania.
– Albo oglądać film, a do niektórych filmów potrzeba specjalnej atmosfery – dodaje młodsza córka.
Mojemu mężowi deszcz też dobrze się kojarzy. Wychował się na wsi, gdzie od rana do nocy wciąż była ciężka praca. Odpocząć po swoim mozole można było tylko w nocy lub… gdy padało. Więc deszcz kojarzy mu się właśnie z błogą chwilą wytchnienia, snem, książką, muzyką, ciszą.
Ja też lubię deszcze, a zwłaszcza burze. Od dziecka mnie fascynowały. Jako nastolatka podczas burzy otwierałam na oścież okno mojego pokoju, siadałam w nim i urzeczona patrzyłam jak żywioł miota starymi jabłoniami w sadzie sąsiada, jak zmywa głowę ulicom, zamieniając je w rwące potoki.
Moja mama strasznie bała się burz i próbowała ten strach zaszczepić nam, każąc zasłaniać okna, chować się w miejscach, gdzie ona nie dosięga. Ale nie udało się to. Ja, gdy zaczyna się burza, krzyczę do moich dzieci: „Buka idzie” i często wychodzimy na taras domu, siadamy pod daszkiem i oglądamy wspaniałe widowisko. Albo nawet … biegamy w strugach deszczu po podwórku.
Dlaczego tak to lubię? Może…
* * *
Czasem leje wokół nas i w nas.
Deszcz jest potrzebny, podobnie jak łzy, a burza i gniew mają wiele wspólnego. Gdy więc pada i grzmi, coś się w nas uwalnia, coś oczyszcza. Cichniemy coraz bardziej wraz z hukiem błyskawic, uspokajamy się w porywach szalonego wichru, jaśniejemy wraz z niebem coraz bardziej przejrzystym po burzy. Coś zostaje ukojone, ukołysane, wyrażone. Bez zbędnych słów, bez gestów, bez dramatów.
Może dlatego lubię rzęsiste deszcze, porywiste wiatry i żywioł burzy. Są jak alegoria niektórych stanów duszy. Są jak ścieżka wgłąb, jak otwarcie na oścież okien. Wyrażenie nienazwanego smutku, szaleństwa, tęsknoty, pasji, rozdarcia serca, które stale nosimy w sobie.
Siadam wtedy na progu domu i patrzę. Nie jak widz, lecz jak ktoś, o kim sztuka traktuje. Jak główny bohater.
* * *
Może po to są żywioły. Byśmy mogli poznać i odnaleźć siebie. I siebie oklaskiwać, bo tak wiele burz i deszczów za nami, a my wciąż jesteśmy, trwamy.

Też od dzieciństwa lubię burze. Może z tego samego powodu…
pewnie po to są burze, nie tylko po to, by nawodnić ziemię
burze — żeby oczyscić
Jak zwykle buziaczki dla Lalci 🙂
tak, chyba o oczyszczenie, jakieś katharsis chodzi. Dziękuję za buziaczki w imieniu Lalci:)