więcej

 

Mój brat przyjechał z wizytą. Jeden z braci, bo mam ich aż trzech. I trzy siostry.

Ale tym razem przyjechał ten średni brat, Max ornitolog. Siedzi z nami na patio i pomiędzy frazami rozmowy, rzuca nazwy ptaków, które właśnie malują barwne tło do naszych głosów.

– Katurka – mówi, wymownie podnosząc palec do góry jako kaznodzieja.

– Jaka kapturka? – pytam.

– Taki ptak. Właśnie śpiewa.

– Nie żartuj – obruszam się – Nie ma takiego ptaka.

– No jak nie ma? – unosi się doktor ornitologii – Ty nawet nie wiesz jakie ptaki tu masz.

– Wkręcasz mnie – mówię podejrzliwie i mrużę jedno oko, lustrując jego twarz.

Na usprawiedliwienie muszę dodać, że mój brat często mnie nabierał, więc muszę być ostrożna:)

– Daj – mówi on, wyciągając wielką jak bochen chleba dłoń po mój telefon – zainstaluję ci taką aplikację do rozpoznawania ptaków, to się trochę nauczysz – kończy pobłażliwie.

* * *

I tak oto zostałam uzbrojona w nową apkę. Teraz niemal każdy poranek spędzam, siedząc na progu domu z kubkiem kawy i włączonym analizatorem ptasiego śpiewu.

Tak, miał rację Max. Mamy tu zatrzęsienie kapturek. Prawie umiem już rozpoznać głos pierwiosnka. No i w końcu wiem który to ptak tak strzyka, gdy idzie na deszcz.

Pliszka:)

Zresztą, gdy – idąc po drewno do pieca – podchodzę zbyt blisko jej dziupli z małymi, też strzyka.

Miło jest się nauczyć nowych rzeczy i mieć nadzieję na kolejne nieodkryte lądy.

Ostatnio mężulek wyznał w przypływie szczerości:

– Lubię robić, to co robię. Sprawia mi to dużo satysfakcji, ale nie chciałbym na tym poprzestać, chciałbym robić coś jeszcze zupełnie innego, nowego.

A i ja mam coraz większe pokusy, by zrobić coś jeszcze innego.

Coś jeszcze oprócz uczenia dzieci w szkole, pisania, malowania obrazów, uprawiania kwiatów, pieczenia drożdżówek z jagodami, robienia milionów zdjęć…

* * *

Nieokiełznana potrzeba „czegoś jeszcze”, która nie wygasa w nas nawet w chwili śmierci. Człowiek jest jedyną istotą na ziemi, która transcendentuje samego siebie, wykracza poza siebie, poza granice swego ciała, swego doczesnego życia… Wciąż i wciąż chce iść naprzód, nieustannie chce czegoś więcej, żyje w niekończącym się rozwoju i nie sposób tego zatrzymać, bo zaczyna się dusić i umierać ze stagnacji.

Bo ptak nie będzie chciał jeździć rowerem, a słoń – latać, żaden lew nie zamarzy o wymyśleniu nowej potrawy, a żyrafa nie będzie uczyła się nowych języków. Żaden świerszcz nie pomyśli o spisaniu swej melodii przy pomocy nut, ani wieloryb nie będzie snuł refleksji na temat życia wiecznego, kapturka nie odkryje, że lubi malować obrazy, a pliszka już zawsze będzie strzykała przed deszczem…

Tylko człowiekowi wciąż mało i mało, jakby skóra była za ciasna, dni zbyt krótkie, słów zbyt mało, za mało miłości, światła za mało…

Jakby chciał się wyrwać sam z siebie. Jakby nie do końca pasował do ograniczoności tego świata.

Jakby…

… nie miał końca.

 

 

 

4 thoughts on “więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *