przedsmak

 

Po dniu pełnym biegania, pośpiechu, spraw nakładających się na siebie warstwowo, załatwień, rozmów, ustaleń, decyzji…

Teraz ta chwila w sadzie. Siedzę już bez zawodowej pewności siebie i kompetencji, bez eleganckich spodni i bialego golfiku, bez torby pełnej szpargałów, notatek, scenariuszy, bez…

Siedzę tu bez wielu rzeczy.

W liliowym długim włochaczu, który mąż i dzieci nazywają „różowym Yeti”, w dresach, kroksach, z włosami luźno puszczonymi. Zupełnie nie do poznania JA:)

Dokoła zieleń, nade mną pokrywka z ptasiego wieczornego śpiewu i niebiesko-biało skłębione niebo, pod moimi nogami wygasłe ognisko, pode mną ławeczka zrobiona z dwóch starych pustaków i jeszcze starszej deski. Moja własna autorska konstrukcja:)

Modlę się tutaj samą obecnością zanurzoną w Jego wszechogarniającej Obecności. Bez słów, prawie bez myśli, bez stosownych póz. Dziękuję patrząc, słuchając, oddychając, dotykając.

Opadają na chwilę jak zwiędnięte liście moje niepokoje, zmartwienia. Uciekają w popłochu myśli pełne trzepotu. Czmychają cienie.

Jestem.

Ja.

Powoli przestawiam się na czas letni.

Za chwilę wakacje. Czas jak słodki sok przeciekający przez palce, bardziej niefrasobliwy, lekki jak puch dmuchawca…

Dziś tylko mały jego przedsmak. Pierwszy kęsek odpoczynku u progu lata.

 

2 thoughts on “przedsmak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *