Siedzimy niedzielnym rankiem przy stoliku w salonie. Na stoliku koronkowa serweta, na serwecie szklany wazon, w wazonie pęk białego i liliowego bzu pachnie. Jego słodki zapach miesza się z czarnym gorzkim naszej kawy. Mężulek pije ze swojej ulubionej filiżanki z wymalowanym kwiatem magnolii, a ja jak zawsze – z mojego małego kubka w bratki.
– O!!! – wykrzykuję nagle zza bukietu – mam szczęście!!! – i sięgam po upatrzony mały biały kwiatek.
– Ja też!!! – niespodziewanie z drugiej strony bukietu odkrzykuje mąż.
I oto dwa białe kwiatki bzu lądują na mojej dłoni.
– Nie, to pewnie bez szlachetny – powątpiewuje w nasze szczęście luby.
Więc żeby się upewnić przeszukujemy skrupulatnie wszystkie gałązki. Ale nie. Tylko te dwa kwiatki tam były:)

Tak więc oficjalnie możemy dziś stwierdzić, że…
ZNALEŹLIŚMY SZCZĘŚCIE🌸🌸🌸🌸

Mnie pięciopłatkowe udawało się znaleźć tylko w liliowym. A ten bez szlachetny, to jakaś odmiana pięciopłatkowa?
Nie, właśnie nazwyczajniejszy w świecie bez. Jeszcze chyba moja babcia go sadziła:) Tylko dwa kwiatki pięciopłatkowe znaleźliśmy:) My to mamy szczęście👍