„Pielęgnujcie przypadkową życzliwość
i piękne czyny pozbawione sensu”.
( Mariusz Szczygieł, Zrób sobie raj)
Te słowa przeczytałam niedawno i przypomniałam sobie pewnego upośledzonego chłopaka, którego niemal co dzień widziałam na mszy w naszym kościele. Pewnego dnia pojechałam wcześniej z Lalcią, kupiłam jej gałkę loda i siedziałyśmy na ławeczce pod kościołem. Ona jadła, a ja wygodnie sobie usiadłam, bo do mszy było jeszcze trochę czasu. I nagle pojawił się on. Przechodząc obok, zatrzymał się, uśmiechnął szeroko i powiedział: „Ładna jest pani”. Potem odszedł kilka kroków, po czym odwrócił się i z jeszcze szerszym uśmiechem dodał: „I córeczka też ładna”.
A gdy podszedł już pod same drzwi kościoła, zanim wszedł do środka, wziął wycieraczkę i porządnie ją wytrzepał. Zupełnie jakby był gospodarzem tego miejsca i miał o nie staranie.
Przypadkowa życzliwość i piękne czyny poznawione sensu.
Jeszcze tylko upośledzeni i małe dzieci wiedzą jak to robić.
A my? Czy jeszcze nas stać na nie?
Na takie drobnostki ozłacające świat.

Czasem, gdy nikt nie widzi, przechodząc przez sad, muskam ustami rozwijające się pączki kwiatów i liści. Te pocałunki nie mają żadnego sensu, ale czy rzeczywiście są niepotrzebne?
Czasem schylę się i pogłaszczę miękkie futerko mchu, uwolnię jakiś kwiat przygnieciony uschniętym zeszłorocznym liściem. Czy to są gesty bez znaczenia?
Pomóc żukowi wstać, podeprzeć zwiędnięty kwiat, powiesić czyjąś kurtkę, bo spadła, pocałować dłoń śpiącego męża, narysować palcem serduszko na szybie mijanego na parkingu auta, zostawić piękną zakładkę w książce oddanej do biblioteki…
Wszystko przypadkiem i zupełnie bez sensu:)

Jak te nasionka kwiatów rozsiewane zupełnie po nic…
zupełnie po nic, lecz w Jego oczach po coś:)
Takie ciut apofatyczne nic😊
_A gdy podszedł już pod same drzwi kościoła, zanim wszedł do środka, wziął wycieraczkę i porządnie ją wytrzepał. Zupełnie jakby był gospodarzem tego miejsca i miał o nie staranie._
Obrazek z moich ulic, na który patrzę już od 20 lat: Mężczyzna_Zbierający_Puszki_Spod_Płotów. Mężczyzna zmienia się z upływem lat, ostatnio chyba chorował, bo bardzo wychudł, przedtem był bardzo otyły. Puszki wyzbierane. Patrzy na świat oczami dziecka.
W czasach, gdy takich ludzi uważa się za niepotrzebne śmieci to wielki znak dla nas. Są nam potrzebni jak tlen płucom byśmy przypomnieli sobie jak uratować w sobie dziecko
Jak dobrze to czytać:) Tej wiosny wiele razy głaskałam a przytulałam do twarzy moje hiacynty. I uratowałam dyskretnie już ładną gromadkę warszawskich dżdżownic (ostatnią wczoraj), choć czasem musiałam przełamywać wstręt. Ale one wydają się takie bezradne, gdy chcą się uratować.
Ach, ty ratowniczko dżdżownic:) Dobrze, ze je ratujesz, bo są bardzo pożyteczne.
A widzisz, ja nigdy ich się nie brzydziłam. A wlochatych gąsiennic tak. Niestety jako dziecko przekroiłam wraz z moją siostrą wiele dzdzownic, bo myślałyśmy, że w ten sposób będzie się ich więcej.
Biedne dżdżownice.
Mnie brzydzą głównie pająki, ale nie kosarze. Te czasem ratuję przenosząc je za nogę:)