W całym domu pelno biedronek. Spały sobie cicho w kącikach swoim snem zimowym, a teraz budzą się i niemrawo ruszają w nowy sezon. Przysypiają jeszcze co pół kroku jak moje córki nastolatki, gdy je zbudzimy do szkoły:)
Wiosna zresztą podobna w tym roku. Są dni, gdy chyba zapomina się jeszcze obudzić i od rana do południa szaro i buro, a nawet mroźnie. Ale popołudnia już prawie zawsze wypełnione słońcem, kolorami i trelem ptaków. Spaceruję więc wśród tego bogactwa, zamykam niektóre z nich w fotograficzne kadry, dla innym próbuję znaleźć stosowne słowa. Lecz słów, jak to bywa w takich przypadkach, brakuje. Choć nasz język ojczysty zasobny jest w nie bardzo. O wiele bardziej niż angielski np., gdzie na próżno szukać takich określeń jak podmokła łąka, rosochate wierzby, płowa sarna, obrzmiałe pąki czy zaspana biedronka:)
Otworzyłam dziś okno szerzej, by te śpiochy pobudzić i powyganiać na dwór. Ileż można się karmarzyć i udawać, że lampa sufitowa to słońce, a spacery w doniczkach z fiołkami to przechadzka po łące?

To żadne życie dla biedronki, w doniczce, pod żarówką:)
Okrawki życia.
Czy i my nie lubimy się nimi karmić? Czasami całe lata i wiosny i jesienie i zimy.
Malowane obłażącą farbą scenografie. Namiastki prawdy.
Dlatego może bywa tak i w naszym życiu, że ktoś nagle otwiera okno, robi przeciąg aż firany fruwają i strzepuje nas ręką, byśmy poderwali się do lotu i odnaleźli to, do czego jesteśmy stworzeni.

Schodząc z poziomu refleksji na poziom faktów przyziemnych bardzo – oglądałam kiedyś film przyrodniczy o biedronkach. Okazuje się, że one przespałyby niemal całe życie! Budzą się wiosną, a już latem gotowe są na zimowy sen, nieco zakłócany rzecz jasna… przez słoneczko na przykład…
Ooo, to zaczynam podejrzewać, że zmieniam się w biedronkę:) Ostatnio tak lubię spać.
Język angielski też ma swój urok. Biedronka to po angielsku ladybug, dama-pluskwa, pluskwa-arystokratka 🙂
Ja znam wersję Ladybird, czyli Pani ptak.
A butterfly?:)