przegapiane cuda

 

Czasem to jest tak niesamowite, że trudno mi uwierzyć.

Bo ludzie mówią, że czas nie jest z gumy i nie można go dowolnie rozciągnąć. I to prawda. Bywa nawet, że jest tak krótki jak mgnienie oka lub przecieka nam przez palce, nim się spostrzeżemy.

A jednak.

Zdarza mi się dość często coś, co przeczy wszelkiej logice i ludowym mądrościom.

Dziś mi się to właśnie znowu przydarzyło.

Bo oto ostatnią lekcję skończyłam równo o 15:15. Musiałam zejść na dół, odnieść klucze, ubrać się. Na parkingu czekała na mnie już najmłodsza córka z wieścią, że musimy podjechać jeszcze w jedno miejsce, by oddać telefon koleżance.

A czas biegł raźno jak zając przez pola.

Było zupełnie nie po drodze, przez centrum, o tej porze zabite korkami i w miejscu, gdzie nie było jak zaparkować prócz nielegalnego postoju w zatoczce autobusowej ( z którego skorzystałam:) Koleżanki- trzpiotki oczywiście nie było w umówionym miejscu, więc Lalcia musiała zadzwonić i jej poszukać.

To też trwało chwilę.

A tu przecież jeszcze po Nusię musimy jechać. Dziś zdane jesteśmy tylko na siebie, bo mężulek od rana pracuje w wielkim mieście i wróci dopiero wieczorem.

A czas płynie. A przynajmniej tak powinien robić:)

Po udanej akcji ze zwrotem telefonu, przebiłyśmy się przez korki i dotarły do pałacu, który dziś starsza córka miała zwiedzać ze swoją klasą. Zwiedzanie tymczasem się przeciągnęło, więc dostałam sms, że Nusia wyjdzie dopiero za 10 minut.

A czas płynie, jak to ma w zwyczaju:)

Potem powrót do domu. Siedem kilometrów.

Wtaszczyłyśmy się do domu z zakupami, dziewczynki zjadły jakieś kanapki, a ja szybko się przebrałam, rozpaliłam w piecu, wstawiłam pranie, podlałam kwiatki, wypiłam herbatę, rozwinęłam nowy dywanik w łazience, nastawiłam żurek i jajka do gotowania, zjadłam jabłko, nakarmiłam koty, podłożyłam jeszcze raz do pieca, dokończyłam żurek, obrałam jajka…

I gdy zasiadłam nad talerzem gorącego żurku z kiełbaską i jajkami, spojrzałam na nasz angielski zegar wiszący w kuchni.

Była dokładnie 16:15.

– Czy zegar się zatrzymał? – pomyślałam – Wszystko to w ciągu jednej godziny?

Jak to możliwe bez manipulowania czasem?

 

Mój mąż zawsze mi powtarza, że jestem szybka. Może i jestem, a do tego lubię robić kilka ( w porywach do kilkunastu:) rzeczy na raz, lecz to niczego nie tłumaczy.

Przecież korki, opóźnienie Nusi, czekanie na koleżankę, stanie na światłach. Wszystko trwa i to trwa obiektywnie.

Więc co się dziś stało z czasem?

Są takie cuda codzienności, których nie zauważamy zbyt często. Nie widzimy jak Ktoś dwoi się i troi, by nam dopomóc w realizacji codziennych obowiązków, jak czas rozciąga, układa okoliczności jak klocki, przypadki podrzuca pod nogi, dobre myśli wkłada jak zakładki między strony naszych planów i zamierzeń, opóźnia zachody słońca, wstrzymuje rącze wskazówki zegarów, kieruje przepływem naszej krwi w żyłach, wzdyma wiatr w płucach i wyznacza rytm sercu.

 

Nie zauważamy tego zbyt często, więc cieszę się, że dziś mogłam to dostrzec tak wyraźnie i poczuć wdzięczność🩵

 

5 thoughts on “przegapiane cuda

  1. Ale że Wasze miasto bywa „zabite korkami”, to mnie wprawiło w zdumienie! A może… po prostu inną sytuację nazywa się „korkami” u Was, a inną u nas, w mieście ze ścisłej europejskiej czołówki w tym względzie?

    1. Do czołówki na pewno nie należymy, ale są takie ulice, z których po 15tej niemożliwością jest wyjechać, więc lepiej ich unikać:) No i korki inaczej wyglądają z perspektywy kierowcy, a inaczej pieszego:)

  2. Też miałam okazję mieć podobne odczucie. Czynności, które zazwyczaj robię w dłuższym czasie, zostały zrobione wcześniej, a ja byłam zdziwiona że to zajęło krócej czasu, dziękowałam Bogu za ten dodatkowy czas. Zachorowanie na raka przyniosło też coś dobrego w postaci jeszcze większej wdzięczności i dziękowania Bogu i ludziom. Pozdrawiam serdecznie.

    1. Tak, pamiętam Lenko ten czas największego krzyża. Dużo bólu i strachu, ale milion razy więcej dobroci od ludzi i łask od Boga, a w sercu fale wdzięczności za każdą, nawet najdrobniejszą rzecz. Chyba krzyż nas wyczula na światło.

      1. Krzyż nas wyczula na światło… Oby! Bo wielkiego cierpienia nikt z nas nie uniknie, wcześniej czy później.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *