Historynka

 

I znowu siedzę i czytam. Gardło chrypi, więc w pogotowiu trzymam kubek z herbatką o nazwie „grzane wino”. Jeden z prezentów na urodziny.

Reszta towarzystwa leży na kanapie obok i raz po raz zwija się ze śmiechu. Gdyby ktoś zajrzał tak przez okno do środka i zobaczył jak wszyscy w konwulsjach taczają się po wielkiej rozłożonej kanapie, byłby zaniepokojny stanem zdrowia naszej rodziny:)

Bo oto znowu wyjęliśmy z półki naszą „Historynkę” i przypominamy sobie stare dzieje i perypetie naszej rodzinki.

– Jak to dobrze, że to zapisałaś – mówi mąż jeszcze rano, gdy do porannej kawy przeczytałam mu parę pikantnych kawałków o małej Lalci i jej wyczynach.

– Nigdy byśmy tego nie zapamiętali, gdybyś nie spisała.

Tak.

Ile takich historii, pięknych, śmiesznych, wzruszających, ciekawych zapada się w odmętach naszej krótkiej ludzkiej pamięci. To tak jakby znikały całe olbrzymie światy, planety, księżyce, galaktyki, gwiazdy. Niepowetowanie i na zawsze.

Jak cudownie jest móc zapisać, utrwalić, a potem odwiedzić jeszcze raz i jeszcze raz swoją własną przeszłość, pospacerować po niej z mężem i dziećmi, podzielić się nią z najbliższymi, razem pochichotać lub zadumać się nad obfitością życia.

Od tomu trzeciego „Historynki” minęło już trochę czasu, więc w czasie nadchodzących ferii postanowiłam popracować nad kolejnym tomem. Nie mogłam się jednak powstrzymać i już zrobiłam pierwszy zarys.

A ferie zaczynają się u nas dopiero jutro:)

– Szybka jesteś – powtarza mi zawsze mąż.

Tak

Jak się do czegoś zapalę, albo coś zaplanuję, chcę to zrobić w mgnieniu oka. Taka już jestem:)

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *