Najbardziej wzruszające jest dotykanie bielizny kielichowej. Uprana, odświeżona, pachnąca, delikatna. Wieszam ją razem z koronkami i paroma komżami, które jeszcze mogą się przydać.
Puryfikaterze i korporały.

Dla kogoś innego te skrawki białego materiału z malutkim krzyżykiem na środku to zwykłe szmatki. Ale ja wiem do czego służyły. Że leżały po wielkoroć na kielichu, a potem wycierały do sucha jego wnętrze jeszcze pachnące Tobą, ciepłe od Twojej obecności.
To jak dotykać Ciebie. Twoich ubrań. Twojego całunu.
Prać Twoje szaty, rozwieszać, prasować z łagodnością ruchów Twojej Matki. Przytulić ukradkiem policzek do płótna.
Tak się karmi miłość.
* * *
Bo wierzyć w Ciebie to za mało, dużo za mało. Ciebie trzeba kochać. Wtedy to wszystko ma sens. Dopiero wtedy.

Kto tylko wierzy, nie wytrwa długo, jak nie wytrwały upadłe anioły. Wierzyły, lecz nie miłowały. Dlatego odeszły.
Kto nie kocha, prędzej czy później odejdzie. Jawnie lub skrycie oddali się.
Tylko ten kto kocha, zostanie.
A nawet, gdyby odszedł na chwilę, wróci.

Banalne, ale napiszę: takiego płótna już dziś nie ma 🙂
Nasze Babki tkały. Pra- Pra- Pra- też.
Tak, to inne płótno niż dzisiejsze podróbki:)
Moja Babcia mówiła na takie tkane w domu: swojskie. A to kupowane w mieście to było „kramne”.
Ona tkała. Wyprawę sobie utkała, tak jak jej Matka, Babka, Prababka.
Tak pięknie to opisałaś, że się do głębi wzruszyłam… Nie tylko opisem ale też świadomością, że Bóg jest tak blisko i pozwala nam doświadczać swojej miłości 🧡
Może chcesz Marzanko jeden korporał pełen Jego obecności? Można na nim połozyć Biblię lub różaniec, postawić ikonę. A mam kilka korporałów:)