uśmiechy Boga

 

Róża Babci Niebieskiej przemarzała co roku, więc postanowiłam, że przeniosę bidulkę w bardziej zaciszne miejsce. I oto parę dni temu przechodzę obok tego zakątka i oczom nie wierzę – na wysokiej łodydze tryumfalnie dynda wielki biały kwiat. Róża przetrwała i zakwitła.

Siedzimy rano na patio, sączymy naszą rytualną już kawę we dwoje i nagle widzę jak ponad nami szybuje coś maleńkiego jak nasionko dmuchawca.

– Łap!!! – krzyczę – To chyba piórko!

Mężulek sprytnie uchwycił malca, potem powoli otworzył swoją wielką dłoń.

Tak. To rzeczywiście maleńkie, niespełna centymetrowe piórko.

– Jakie cudne – rozpływam się ze wzruszenia, przytulając je po policzka – To chyba rudzika.

– Wiesz, że rudziki osiedliły się w naszej budce? – oznajmia bardziej niż pyta mąż.

Potem cały dzień pokazuję wszystkim maleńkie piórko. Włożyłam je do pudełeczka od jubilera, takiego, w którym zwykle przechowuje się złoty pierścionek czy kolczyki.

– Piórko w pudełku na biżuterię – śmieje się Lalcia.

Prawdziwy skarb.

* * *

Życie sklada się z mnóstwa drobnych zwycięstw i sukcesów, z mnóstwa zesłanych nam z góry maleńkich prezentów, które czujnie zauważone i celebrowane układają się w pasmo szczęścia.

Wbrew drobnym porażkom i potknięciom. Wbrew całym połaciom nocy i zawieruchy.

Trzeba budować most z dobrych chwil, deseczka po deseczce przerzucać kładkę. Wtedy mniej straszne i mniej nie do przejścia będą przepaście, które zdarzają się na naszym życiowym szlaku.

Zwykle ten most nie jest z deseczek. Zwykle wystarczy róża, piórko, kłos zboża, śmiech dziecka, uścisk dłoni, pocztówka …

Wszystko to uśmiechy Boga do nas.

Jak wiele z nich przegapiamy. Bo biegniemy zbyt szybko, bo nie patrzymy w niebo ani w siebie, bo pragniemy rzeczy większych niż piórka i kwiatki, bo…

 

Panie, daj mi mądrość serca, by napominało mnie nawet nocą.

Pełną gwiazd nocą.

 

 

 

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 25 lat, mama czwórki dzieci, w tym trójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny, malowanie i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na uśmiechy Boga

  1. Alicja M.M. pisze:

    Och, jak rozumiem tę chęć ocalenia babcinej róży! Mnie zostało tylko wspomnienie naprawdę niezwykłego krzaka z ogrodu dziadków.
    No i podziwiam, że się udało (przenieść krzaczek). Przecież korzenie starej róży to mogły być… na drugą półkulę?

  2. ruttka pisze:

    Nie były aż takie duże te korzenie. Na jeden sztych szpadla:) Na szczęście to nie baobaby Małego Księcia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *