żonkile

 

Pewnego marcowego wieczoru, już po zmroku usłyszeliśmy w radio zapowiedź śniegu i mrozu.

– Ojej, moje żonkile! – jęknęłam – Te, które są w pączkach jakoś przetrwają, ale te, które już kwitną – zmarnieją – zaczęłam szybko tłumaczyć.
Szkoda mi było ich piękna tak długo wyczekiwanego.
Nie było więc rady. Ubrałam się ciepło, założyłam na głowę latarkę czołówkę i z nożyczkami poszłam do ogródka.

Śmiesznie tak ścinać kwiaty w ciemności nocy, wśród gęstniejącego zimna, w małej smudze światła, skostniałymi dłońmi.
Gdyby ktoś mnie tak zobaczył, pomyślałby, że zwariowałam.
Narwałam ich cały bukiet. Wstawiłam do wazonu w ciepłym domu. Zapłonęły na stole jak lampa.
– Ależ piękne! – zachwycały się dzieci i mąż.

A ja patrząc na nie, wciąż myślałam: Czy nie na tym polega dylemat Boga?

* * *
Ściąć żonkile i uchronić je przed śniegiem przenosząc do domu.
W ciemności nocy, w ostatniej chwili.
Ściąć i zabrać do Domu.
Całe naręcze.
Póki zimny powiew nie zwarzy ich piękna.

 

A my myślimy, że to niedorzeczne i że brak w tym logiki i miłości.

 

 

5 thoughts on “żonkile

  1. Przyznam, że nie odważyłabym się użyć takiej metafory do żadnej konkretnej, jednostkowej sytuacji. Rzecz jasna, na myśl przychodzi mi przede wszystkim śmierć osób młodych, czy po prostu dzieci…

  2. To jeden z najboleśniejszych tematów, o jakich można pomyśleć. Trochę podpwiada nam Mdr 4, 7n, ale resztę drogi musimy przejść sami. Zejść aż do głębi, aż zadrży serce i szukać prawdy, choć trudna.
    Od wczesnych ( chyba od dzieciństwa) lat myślę o śmierci, a wciąż truchleję myśląc o niej. Całe życie więc uczę się zgody za nią, swoją własną i tych, których kocham. Takie obrazy pomagają mi ją oswoić.

    1. Też chyba od dzieciństwa myślałam… Może się mylę, ale wydaje mi się, że dzieciom łatwiej o tę zgodę. Z wiekiem narastają doświadczenia, które czynią ból tak bardzo realnym…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *