biały szum

 

– O, czuję już ozon – Lalcia pociąga nosem w kierunku uchylonego okna. Za nim – od rana wyczekiwana- burza.
Huczenie przypomina mi nieodmiennie wozy wyładowane beczkami, podskakujące na brukowanej drodze. Ten obraz towarzyszy mi chyba od dziecka i oswaja każdą nawałnicę.
– Anioły wożą w niebie wodę w beczkach – mówiłam moim dzieciom przy pierwszych pomrukach burzy.
Zadzierały główki i nasłuchiwały ciekawie, bez strachu, zafascynowane.
To może dlatego dziś nie uciekają panicznie, nie chowają się w domu, wyczekują.

To pewnie dlatego Ala spaceruje po podwórku póki nie rozpada się na dobre. Potem stajemy na tarasiku pod balkonem i patrzymy na srebrne sznury wody opadające z szumem na ziemię.
A dopiero potem wchodzimy do domu i zamykamy drzwi.
Ale nie okna. Nie wszystkie w każdym bądź razie.

– Mogliby zrobić takie perfumy – Lalcia jeszcze raz wraca do tematu, wciąż wdychając głęboko zapach deszczu – Wiem! – wykrzykuje nagle – Zostanę perfumologiem i stworzę takie perfumy o zapachu ozonu.
– A to musisz studiować chemię – podpowiada tata.
– A, to jednak nie – rezygnuje szybko niedoszły perfumolog.
– Dlaczego? A może będziesz dobra z chemii. – mówi Ala.
– Tak, może masz wrodzony talent do chemii, a jeszcze go nie odkryłaś – mruczę zwinięta na łóżku jak kot.

Prawie zasypiam, bo moje wrodzone niskie ciśnienie spadło na skutek załamania pogody chyba do zera.
Szumi deszcz, szumi rozmowa, ostatnie myśli w głowie. O tym, że warto by jeszcze stworzyć perfumy o zapachu letnich pól, wiejskiej drogi, z nutą macierzanki, dzwonienia skowronka, odrobiną sosnowej żywicy.

Ale oto zasłona zakrywa wszystko.
Delikatnie opadam w dół.
Biały szum zalewa uszy.

 

łaska krzyża

Parę miesięcy temu ktoś chciał zrobić ze mną wywiad. Spodobało się mu jak piszę oraz zafascynowało to, że maluję obrazy.

Wywiad ukazał się w gazecie, a ostatnie słowa, jakie w nim wypowiedziałam to:

„Wszystko jest łaską”.

* * *

To zdanie wciąż powraca do mnie. Jakby było czymś więcej niż literkami wydrukowanymi na papierze, i czymś głębiej niż tylko zwykłą ludzką refleksją czy truizmem rzuconym naprędce.

 

Dziś, gdy mój mąż bierze kolejny dzień chemię, gdy kolejny bardzo realny i obiektywnie ciężki krzyż stanął na naszej drodze, wciąż myślę właśnie tak:

” Wszystko jest łaską”.

Są tylko łaski łatwiejsze i trudniejsze do przyjęcia, lecz to nie umniejsza faktu, że wszystkie są darem i bogactwem.

* * *

Nie wiemy co przyniosą kolejne dni, tygodnie, miesiące czy lata, ale dziś świeci słońce, pachnie kwitnąca lipa, Inka ociera się przymilnie o nogi, jeździmy na rowerach, zbieramy kwiaty, przenieśliśmy do ogrodu dziko rosnący ślaz piżmowy, podlewamy trawnik i cieszymy się każdym nowokiełkującym zielonym ździebełkiem. Jemy ostatnie czereśnie z drzewa, zbiorowo mierzymy ciśnienie ( bo mój mąż ma takie zalecenie), odmawiam różaniec w sadzie, zbieramy jagody, pieczemy tort miętowy na urodziny Nusi i jagodzianki zupełnie bez okazji. Znowu maluję obrazy, biegam z konewką ratując więdnące pelargonie…

Śpiew dudka, grube trzmiele wciskające się pociesznie w drobne kwiatki milionbells, swawole młodych rudzików, pisk Lalci ganianej po basenie przez tatę lub brata, miłe pogawędki z dziećmi na naszym patio, szycie poduszki wypchanej świeżym sianem, suszenie lubczyku …

 

To wszystko są łaski łatwe do przyjęcia i nauczyliśmy się je brać garściami, jak się rwie polne bukiety.

Między nimi jest choroba mojego męża.

Łaska, po którą sięgasz drżącą dłonią.

Lecz, gdy już weźmiesz ją i przytulisz, szorstki krzyż zaczyna cię przemieniać, lśnić dziwnym światłem, dodawać sił, przywracać życie i radość, nadawać rzeczom i sprawom ich właściwe miary.

I wiesz: „Wszystko jest łaską”.

 

– Jak wy to robicie, że jesteście tacy radośni, śmiejecie się, żartujecie? – pyta przez telefon Gosia. Wczoraj dowiedziała się o przerzutach i leczeniu Michała i nie mogła spać całą noc.

– Nie wiem – mówię – Tego nie da się po ludzku wyjaśnić. Na początku jest naprawdę ciężko, parę dni nie masz ochoty nawet wstać z łóżka, a potem… Skądś przychodzi siła i niezwykły pokój… Wiesz, tyle ludzi się modli. To stąd.

Więc jeszcze raz Wam dziękuję.

 

Wasza modlitwa podniosłaby upadłe drzewa, przeniosła górskie masywy, wzniosła na nowo budowle z ruin, zatrzymała rzeki, nawodniła pustynię…

Tymczasem niesie nas, jest olbrzymią siłą, która przywraca nam życie.

*  *  *

To pieśń, która ostatnio mi się wyświetliła na Yt.

Święty Krzyż jest moim światłem.

 

Dedykuję ją Wam wszystkim, którzy nas wspieracie.

 

 

czułość

 

Pomyślcie jak czule dotyka nas Bóg,

jak pochyla się nad każdą naszą biedą,

opatruje rany…

Jeśli ja umiem dostrzec cierpienie mojego drzewa, o ileż bardziej Bóg okazuje mi swoją miłość.

Nie opuści, nie pominie, nie przeoczy, zranioną opatrzy, kaleką podniesie, a zdrową będzie pasł.

On. Pierwszy w miłowaniu.