Tak cicho.
Umarła.
Dostałam sms-a dziś rano od Julii.
„Mama umarła”
Tak cicho.
Ulga.
Nareszcie.
Po znoju dnia zasnęła zmęczona.
A jeszcze wczoraj wieczorem, jadąc na mszę śpiewałam cichutko jak kołysankę: Dla Jego bolesnej męki...
Dla niej śpiewałam, licząc, że usłyszy podłączona pod aparaturę na szpitalnym łóżku, gasnąca.
Całą Komunię jej oddałam. Spływała szybko jak roztopiony miód. Prosiłam Go: Arteriami konarów i gałęzi drzewa Kościoła spłyń do jej serca ode mnie. Cały. Mnie nic nie zostaw.
Wierzę, że została nakarmiona na tę swoją ostatnią podróż.
* * *

Mama Julii umarła dziś rano, po wieloletniej ciężkiej chorobie i życiu twardym jak suchy chleb.
Ma na imię Beata.
Pamiętajcie o niej proszę.
I o Julii.

Niech odpoczywa w pokoju wiecznym!
Pewnie kiedyś Ci podziękuje za wszystko, co dla nich zrobiłaś. Roześmiana uściska serdecznie.
tak
Dziękuję Wam. Dziś był pogrzeb.