– Czy zauważyłeś jak dużo synogarlic zamieszkało obok naszego domu w tym roku? – powiedziałam.
– Niech sobie mieszkają jak im tu dobrze – odparł mąż.
– Lubię to ich gruchanie, przypomina modlitwę.
Siedzimy zasłuchani na patio, obok las, zza lasu powoli przebłyskuje poranne słońce, a my pijemy naszą wspólną kawę.
Zanim dziewczynki wstaną, zanim dzień rozkręci się na dobre, obowiązki zawołają.

* * *
W maju „Gość niedzielny” ogłosił konkurs na komplement dla Maryi. Dzięki Ali MM. dowiedziałam się o nim w odpowiednim czasie, bo „Gościa” owszem czytam, ale z pewnym opóźnieniem, gdy Ksawery przywiezie stosik z ostatniego czasu.
Wysłałam więc do redakcji to, co od wielu już lat pojawia się w moim sercu i głowie podczas modlitwy:
„gołąbko ukryta w załomie Skały”.
Nie czuję się autorką tego wezwania, bo niektóre słowa pojawiają się we mnie jakby spoza mnie i wiem, że nie są moim pomysłem. Po prostu przychodzą, a ja je przyjmuję. Trochę jak Maryja, która w poranek zwiastowania przyjęła przychodzące Słowo.
Także tego mnie nauczyła.
I to wezwanie „gołąbko ukryta w załomie skały” spodobało się redakcji, zostało dołączone do nowej litanii maryjnej, a ja w nagrodę dostałam książkę.
* * *
Czytam ją od jakiegoś czasu powoli, podkreślam najbardziej poruszające zdania. Zawsze tak robię. Czuję się wtedy jak ktoś, kto przegląda dno szkatułki i wśród różnych drobiazgów, wybiera klejnoty, które lśnią najbardziej. Albo jak ktoś, kto przemierzając łąki i pola, dobiera do swego bukietu najpiękniejsze kwiaty.
I tym razem czytając, natknęłam się na słowa, które w drżenie wprawiają moje serce i które – wierzę w to – powinnam przeczytać właśnie teraz, a nie kiedy indziej.
A oto klejnot słów, który znalazłam tym razem:
„… odczuwać Boże szarpnięcia za nici swojego własnego życia”
” szarpnięcia boskiego Tkacza za nić Twojego życia”.*
Tak. Właśnie tego doświadczamy.
To trzeba nazwać właśnie tak: szarpnięcie.
Najczęściej mówimy łagodniej o tej akcji Boga; że nas pociąga, prowadzi, wiedzie, nagina, skłania.
Ale w naszym życiu bywają też szarpnięcia. Nagłe, bezkompromisowe, bolesne, wrzynające się jak sznur w ciało, a jednak dyktowane miłością.
To, co teraz przeżywamy jest takim szarpnięciem.
Piszę to zanurzona w poranny łagodny śpiew synogarlic nad moją głową. Z drugiej strony domu dociera cudowny zapach wiciokrzewu; to wprost nieprawdopodobne, że prądy powietrza donoszą go aż tutaj, do mnie. Jeden z małych cudów, jakimi inkrustowane są nasze życia.

Wszystko wokół to ikona pokoju, delikatności, czułości. Lecz pośród tego czuję stanowcze szarpnięcia Tkacza.
Mój mąż właśnie pojechał do szpitala, dziś podejmą decyzję jaką podać mu chemię.
Szarpnięcie boli, niepokoi, łamie, kruszy, rozrywa, czyni sen płytkim, oddech urywa, boli w piersi, pulsuje w skroni.
A jednocześnie ten pokój.
Gołąbka ukryta w załomie skały przed burzą i zawieruchą.
To także ja sama.
Ostre podmuchy wiatru i zacisze Skały to mój dom tutaj, delikatne pociąganie i szarpnięcia to droga.
Łagodność i cierpienie. Dwa skrzydła.
Ja pośrodku.
* * *
Dziękuję, że się modlicie. Ten pokój, jakiego doświadczamy to owoc Waszej wielkiej modlitwy.
* z książki „Doświadczenie Boga” George Weigel

Mój mąż od dziś zaczyna brać tzw. chemię w tabletkach. Ulotka leku i opis skutków ubicznych przyprawia o zawrót głowy.
Ale wierzymy, że Wasza modlitwa i Boża łaska przeprowadzą nas i przez tę ciemną dolinę.
Zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną🌸
Piękny wpis… I te szarpnięcia, i gołąbka… Trochę jak powiew łagodny Eliasza, który zawsze do mnie przemawia.
Przytulam Was mocno i pamiętam…
Czytam z drżeniem. I też przytulam.
Pamiętam o was ++
Na zakończenie roku przyszła do mnie mama byłej uczennicy z bukietem kwiatów. Wyglądała przepięknie. A ponad rok temu, gdy oddawałam tę klasę, nie miała włosów i ciężko znosiła skutki uboczne chemii, którą przyjmowała. Teraz jest pełna życia. Wy też dacie radę.
Wszystko u nas dobrze. Kolejny dzień chemii, na razie nie ma żadnych skutków ubocznych. Normalnie żyjemy, pracujemy i śmiejemy się. Wasza modlitwa przynosi olbrzymi pokój serca. Dziękujemy.🌸