Ostatnie wyniki mojego męża znów przywołały ciemność.
Nie zwlekała długo.
Zaległa wszędzie.
Zasłoniła oczy, usta, uszy, serce, sny, przygasiła słońce, oniemiła ptaki, odebrała kolory kwiatom…
Choroba znów jak zły pies wyszła zza węgła i zawarczała złowrogo. Oboje struchleliśmy, parę nieprzespanych nocy, kilka dni zroszonych łzami, przez zasznurowane gardło nie przechodziły żadne słowa. I znowu ranki, gdy nie chcesz wstać z łóżka i wieczory, gdy nie możesz zasnąć. A przecież trzeba żyć normalnie, chodzić do pracy, gotować obiady, palić w piecu, robić zakupy, logicznie odpowiadać na zadawane pytania…
– Pozwolisz się pocieszyć? – szepnął, gdy wracałam skonana po kolejnym dniu pracy. Mijałam właśnie stary krzyż przydrożny, jeden z moich ulubionych, stojący samotnie wśród łanów.

– Pozwolisz? – znów zapytał łagodnie, gdy milczałam.
– Tak, pociesz mnie. – odparłam.
I tak zrobił.
Pocieszył nas oboje.
Nawet nie wiem jak, ani czym dokładnie.
Czy mnóstwem tzw. dobrych zbiegów okoliczności, które dwoił i troił nad naszymi głowami? Czy uspokajającą rozmową z lekarzem onkologiem? Czy zapachem wiciokrzewu? Gruchaniem synogarlic tuż nad naszym dachem? Różą, która wydawała się stracona, a zakwitła?

A może drzewem, które przewróciło się tuż obok domu i opadło łagodnie nic nie niszcząc?
Nie wiem jak w ludzkim języku wytłumaczyć ten pokój i ufność, które noszę w sercu, choć wiem, że mojego męża czeka chemia, a całą naszą rodzinę wspólne niesienie krzyża. Jego ramiona będą długie, a droga bardzo wyboista.
* * *
Dziś otworzyłam jedną z moich ulubionych książek o duchowej pustyni Catheriny de Hueck Doherty ( obok Gabrieli Bossis to druga moja przyjaciółka „stamtąd”) i przeczytałam:
” Wiara pozwala spokojnie wkroczyć w ciemną noc, która czasami ogarnia każdego. Jest pełna spokoju i światła (…) kroczy ufnie jak dziecko, między ciemnością ludzkiego życia a nadzieją tego, co ma przyjść – bo ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało […] jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują.
Stanowi ona przede wszystkim rodzaj „szaleństwa”, które, jak sądzę, jest częścią samego Boga.
Dzięki wierze człowiek zwraca twarz ku Bogu i napotyka Jego spojrzenie, które sprawia, że dni napełniają się światłem.”

Rodzaj szaleństwa?
Tak.
Szaleństwa wiary, szaleństwa krzyża, szaleństwa złożenia skrzydeł umysłu i opadnięcia jak gołąb w otwarte dłonie Boga.
To dokładnie ten sam rodzaj szaleństwa, z jakim ojciec Dolindo mówił: „Jezu, Ty się tym zajmij”.
Proszę Was o taką modlitwę .
Abyśmy wytrwali.

+
+
Rutko modlę się od dłuższego czasu za Twojego męża.Obejme cała Rodzinę.Beata
❤Codzienna modlitwa.
Kochani pamiętam… <3
Rut przytulam,pamiętam w modlitwie❤️
Rut przytulam.Pamiętam w modlitwie❤️
Codziennie z modlitwą 🙏
+++
Dziękujemy❤️
Pamiętamy
🌺