czarowanie

 

– Mamo, mogę zgasić świeczki?
– I co, znowu będziesz robić czapeczki na palcach? – domyślam się.
– Tak.
– No to zgaś.

I właśnie dlatego nasze zapachowe świeczki wyglądają jakby się do nich dorwało stado dzikich tygrysów.
🙂



– Co to tak pachnie świeżo pieczonymi ciasteczkami waniliowymi? – ciąga nosem mężulek zaraz po wejściu do domu.
Z nadzieją ciąga.
– To świeczki – odpowiadam rozbawiona.
– Aaaa – się rozczarował tak szybko jak chwilę wcześniej oczarował się.

🙂

Sezon świeczek zawsze zaczyna się u nas jesienią. Do tego Sting, Boccelli lub Sinatra. Ostatnio też Lasse Matthiessen cudem odkryty w szpargałach Kory.
Światło, zapach, muzyka.
I dom zaczarowany.

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 22 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na czarowanie

  1. Rivulet pisze:

    Kiedyś robiłam sobie czapeczki na gorącym wosku i przez jakiś czas nie miałam czucia w opuszkach 😀
    U nas kominek zapachowy, goździki i cytrusy w powietrzu… I dużo jazzu w tle.

  2. ruttka pisze:

    Lalcia się z ciebie śmieje Riv😁

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *