wieczny pokój

 

Gdy Alicja napisała w komentarzu o nieznośnie statycznej wizji nieba, z jaką wielu z nas chodzi po tym świecie, pomyślałam: dlaczego tak jest? skąd się wziął ten obraz? czy jest prawdziwy? i dlaczego myślimy że jest nieprawdziwy?

Wtedy pierwszy obrazek jaki pojawił mi się przed oczami to dawne wspomnienie z dzieciństwa, z czasów, gdy rodzice przywozili nas na wakacje do Babci Niebieskiej. Pamiętam, że całymi dniami bawiłyśmy się albo same, albo z dziećmi z sąsiedztwa. Biegaliśmy jak szaleni, budowaliśmy domki ze skrzynek po jabłkach, tropiliśmy kreta w sadzie, brodziliśmy w kałużach, szukaliśmy skarbów po rozlicznych szopach i drewutniach, łapaliśmy koniki polne i żuliśmy gumę z wiśniowej żywicy. Milion aktywności i dzień wypełniony od srebrnego brzegu świtu aż po złoty brzeg zmierzchu. Jak kielich pełen przedniego wina.


W tej naszej dziecięcej bieganinie raz po raz napotykaliśmy babcię. Ona też miała swój kielich. Niosła koszyki z kartoflami, parowała w parniku, karmiła świnie, wyganiała krowy, potem je doiła, pieliła ogródek, gotowała obiad, szła w pole, była przy młóceniu, nosiła ciężkie snopy na plecach…
Śmiała się z nas, że tak biegamy cały dzień i raz po raz zachęcała: Idźcie, pośpijcie trochę.
– Babciu, ale jest dzień – mówiłyśmy.
A ona z tęsknotą odpowiadała:
– Gdybym miała wolny dzień, to bym tylko spała.
Do dziś to pamiętam.
Najbardziej to jej westchnienie pełne tęsknoty.
Wtedy, jako mała dziewczynka nie rozumiałam ani tych słów, ani uczuć za nimi stojących.
Nic dziwnego, że gdy życie ludzi było tak wypełnione codziennym znojem, udręką i wszechwładnym zmęczeniem, jedyne o czym marzyli to był „wieczny odpoczynek”.
Stąd pewnie te obrazki leżenia na rajskich niwach, snu wiekuistego lub śpiewania w krochmalonym na sztywno giezełku w rajskim chórze. Obrazki, które nam współczesnym wydają się dziwne i nudne.
Moja babcia chciała tylko odpocząć po znoju życia.



* * *
Drugie, co przychodzi mi do głowy, to pewnego rodzaju dojrzewanie do prawdy o tym, że niebo jednak jest i pokojem i odpocznieniem i wyciszeniem.
Dziecko nie bardzo rozumie te pojęcia i potrzebę wchodzenia w te trzy stany.
Wiemy to dokładnie jako rodzice. Ile czasu zajmuje, by wyciszyć dziecko przed snem, ile, by je nakłonić do odpoczynku i uspokoić. A bez tego życie byłoby bezładem i chaosem.

* * *
„Gdy byłem dzieckiem – pisze mój ulubiony święty z Tarsu – mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Gdy stałem się dorosły, wyzbyłem się tego, co dziecięce.”

Czasem jesteśmy jak dzieci i w codziennym życiu, i w pracy i w relacjach i w wierze i modlitwie. Jak dzieci chcemy, żeby się działo. I to najlepiej dużo, bujnie i równolegle wiele na raz. Żeby wszystkie zmysły buzowały od dostarczanych wrażeń. Myślimy nawet czasem, że to jest prawdziwe szczęście i spełnienie, tzw. udane życie.
Ciszę, stabilizację, pokój, uporządkowanie nazywamy stagnacją i nudą.
Zupełnie jak dzieci.
Gdy nie mamy doznań na modlitwie uważamy, że źle się modlimy i modlitwa nic nie daje. Jeśli nie ma wzlotów i fajerwerków w małżeństwie, zaczynamy myśleć o rozwodzie. Jeśli praca nie jest ekscytująca, twierdzimy, że jest bez sensu. Msza jest nudna, bo schola nie gra reggae, a ksiądz nie daje cukierków.
Podobnie myślimy o niebie.
To nasze dziecko w nas tak myśli:)

Z czasem jednak odkrywamy to, że modlitwa to nie tylko potok słów, lecz także cisza i zapatrzenie w Umiłowanego.
Że Eucharystia to nie rodzaj przedstawienia dobrze lub źle zagranego, lecz moje spotkanie z Nim.
Że relacja z drugim człowiekiem to pełne pokoju bycie dla.
Że cisza jest życiodajna, milczenie – wymowne, a pokój wewnętrzny to miejsce, gdzie stale możemy mieszkać.
Że śmiech i zabawa nie zawsze i – bywa – że niewiele ma wspólnego z prawdziwą radością.
I że nie musi się dziać, kręcić i wirować żeby moje życie miało sens i było wartościowe.
Uczymy się tego wszystkiego wraz z upływającym czasem. Bo czas to dobry nauczyciel.
Dojrzewamy.


Wtedy zmienia się też nasze myślenie o przyszłym życiu. Coraz rzadziej wyobrażamy sobie raj podobny do placu zabaw lub wesołego miasteczka albo budki z lodami i słodyczami i … niepostrzeżenie zaczynamy tęsknić za tym, co od wieków kryje się pod tajemniczymi słowami, które szeptały nasze babcie:

„Wieczny pokój, wieczne odpoczywanie”.

Bo może to, o czym mówią i piszą święci mistycy nie jest wcale literacką przenośnią.
” Dusza moja weszła w dziwne odpocznienie” – pisze Faustynka po jednym ze spotkań z Jezusem.
W ich wyznaniach jak echo powtarzają się te słowa, że zbliżenie się do Boga to wytchnienie, ukojenie, pokój, wyciszenie, utulenie. Żaden z nich nie pisał o nudzie, braku rozrywek, monotonii czy stagnacji.
Jeśli samo zbliżenie Boga na chwilę przynosi taki efekt, to czym będzie trwanie w Nim na zawsze, czyli niebo?

Często ktoś pyta mnie: Jak tam będzie?
– Nie wiem, jeszcze nie byłam. – śmieję się.
Mogę tylko powiedzieć jak nie będzie.
Nie będzie nudno:)

 

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 24 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny, malowanie i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

15 odpowiedzi na wieczny pokój

  1. Rivulet pisze:

    A może jest i tak i tak 🙂 tzn raz cicho, a raz w ruchu. W końcu jest tam też dużo dzieci… Ale na pewno nie nudno 🙂
    Ja szczerze mówiąc chętnie zagrałabym z Jezusem w berka na niebieskiej łące, a potem poobrzucała się sianem.

  2. ruttka pisze:

    Fulla Horak pisze, że niebo nie jest jakby „jednolite”, są tam pewne poziomy. Pisze też o niebie dla dzieci. Jej objawienia nie są jeszcze zatwierdzone przez Kościół, ale o niebie dla dzieci natknęłam się też w innych publikacjach. Parę lat temu specjalna komisja teologów przy papieżu wydala nawet dokument nt. istnienia nieba dla dzieci z poronień i aborcji, bo wielu ludzi o to pytało, zwłaszcza rodzice dzieci utraconych.

    • Rivulet pisze:

      Jak sobie myślę o niebie to jednak mam wrażenie, że bardziej przypomina ono zjazd rodzinny, niż osobne sektory dla dzieci, seniorów itp 🙂 To znaczy wiem że niby są takie opisy, że męczennicy najbliżej, że dziewice osobno, apostołowie itp ale mam nadzieję, że jednak jest bardziej… swojsko 🙂 Może dlatego że najbliższe niebu doświadczenie mam na naszej wspólnotowej eucharystii, gdzie modlimy się razem – rodziny wielodzietne, bezdzietne, starcy, samotni, dzieci, prości i wykształceni, bez różnicy 🙂 I jest najpiękniej <3

  3. Barbara pisze:

    Najczęściej myśląc o niebie wyobrażam sobie taki spokój,pokój wewnętrzny.Zawsze też mam nadzieję,że jak już tam trafię to spotkam trójkę swoich utraconych dzieci/poronienia/,których nie dane mi było zobaczyć i przytulić.

  4. ruttka pisze:

    Spotkasz Barbaro. Na pewno🌺 Ja moje maleństwo też spotkam.

  5. Alicja M.M. pisze:

    Rut, jak dobrze, że tak odpowiadasz na to pytanie! Moja starsza córka przed laty kompletnie straciła zaufanie do swojej pani katechetki… po tym, jak pani stwierdziła, że wie, jak jest w niebie!

  6. Barbara pisze:

    Rut,jak dobrze,że jesteś.Dziękuję za Twoje wpisy,które są dla mnie bardzo ważne i bardzo mi bliskie.Codziennie polecam w modlitwie Ciebie i Twoją rodzinę.Przy grobie Wena tego też o Was szeptałam.Pozdrawiam go🌼

  7. Barbara pisze:

    Wenantego miało być.

  8. ruttka pisze:

    ja też dziękuję Tobie Basiu, jesteś moją wtyczką u Wenantego😇

  9. mama+trójeczki pisze:

    Ja z kolei myślę, że w niebie każdy czuje się bezpiecznie, swojsko. Przecież tam są ludzie z różnych epok . Damy które chodziły w długich sukniach z epoki belle epoque i ludzie, którzy żyli w średniowieczu. Cieszy mnie perspektywa poznania tych ludzi, ciekawią mnie ich historie. Tym bardziej, ze każda z nich kończy się dobrze, bo niebem:). Jest kilka osób, które chciałabym tam spotkać (o ile tam trafię oczywiście). Nawet wiem, w jakim domu chciałabym mieszkać przez pierwszych kilka wieków:)
    Uściski dla Was Kochani:)

    • Alicja M.M. pisze:

      Też mam listę tych, których chciałabym poznać… dosyć długą! No ale problemem nie będzie przecież brak czasu. Nieznajomość języków obcych również 🙂

  10. ruttka pisze:

    niebo na pewno każdego z nas zaskoczy pozytywnie. Rozczarowanych raczej tam nie będzie:) Całuski Mamo trójeczki🌺

  11. Pani Łyżeczka pisze:

    Kilka lat temu koleżanka pocieszała mnie i siebie, że w niebie jest specjalny pokój dla matek: są tam miękkie łóżka, pachnąca pościel i cisza. I matki mogą tam spać do woli 🤗 Pewnie po jakimś czasie wychodzą trochę pozwiedzać 😉

  12. ruttka pisze:

    😁 Tylko – znając naturę matek z autopsji – myślę, że długo, by nie wytrzymały w tych miękkich łóżkach. I zaraz by pobiegły szukać swoich bliskich;) Ja tak mam. Wystarczy dzień bez moich, a już bym do nich biegła.
    Właśnie przysypiałam sobie, a oni mi tu ciągle coś opowiadali : pójdziesz ze mną na spacer? ( Alusia), tam jest osiem drzew do wycięcia ( mężulek), nigdy się tego nie nauczę ( Lalcia o fragmencie W pustyni i w puszczy:)
    Już wstałam😜
    Niebo matek leży gdzieś blisko ziemi matek:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *