Zamarzyła nam się karpatka na niedzielę.
Zapomniałam jednak proporcji na ciasto parzone, a w tzw. „Mikolajku” * nigdzie receptury nie zapisałam.
Wyszukałam pierwszy z brzegu przepis z Internetu i ciasto z Alą raz – dwa popełniłyśmy. Oczywiście porcja z Internetu razy 6:) jak przystało na naszą rodzinę.
Ciasto pięknie wybrzuszyło się w Karpaty, ( ba, Himalaje nawet:) , ale po wyjęciu z piekarnika ochlapło.
🙁
No cóż, bywa.
Następnego dnia mężulek robił do niego masę budyniową, ale budyń wyszedł za rzadki.
– Niech jeszcze i to – skwitowałam fakt z ciężkim westchnieniem a’la Benedykt Korczyński z „Nad Niemnem” – Niech jeszcze i to.
Ale ciasto z ochlapniętych placków i nieudanej masy skleiliśmy, po wierzchu posypaliśmy cukrem pudrem i do lodówki.
– Ummm – mruczą goście zachwyceni – cóż za pyszne ciasto.
Wesoła gromadka z Ksawerym na czele przyjechała w niedzielne popołudnie świętować fakt, że po latach włóczęgi Ksawery powrócił do naszego miasteczka jako proboszcz.
– Ciasto rewelacja – zachwalają goście.
– Zupelnie nieudane – przyznają się bez bicia gospodarze, placki opadły, masa za rzadka.
– Ale co wy to mówicie? Jest super. – nie dają się przekonać goście.

* * *
Bóg też potrafi z naszych błądzeń i nieudanych posunięć skleić całkiem udane życie.
Gdy my wzdychamy ciężko : ” niech jeszcze i to”, On już ma w głowie plan jak nieudane „to” i chybione „tamto” wpisać w cudny wzór naszego życia.
– Bądź cierpliwa dla siebie samej – mówi mi czasem, gdy zżymam się na własne potknięcia. – Ja jestem.
* * *
* Mikołajek – kalendarz zeszytowy z rysunkami i fragmentami książki o Mikołajku, który zaadoptowaliśmy jako domowy przepiśnik. Obok „Mikołajka” leży tzw.” Konik” czyli stary zdezelowany przepiśnik z konikiem na okładce:)

Po prostu zamiast Himalajów czy Karpat wyszedł Wam Beskid Niski. Mój ukochany 😉 😀
o, dobrze wiedzieć. Tak nazwiemy to ciasto;)
Ależ świetnie i trafnie napisane!
pozdrowienia dla Mamy, Taty i całej Trójeczki:)