Max ornitolog odebrał obraz z latarnią, który mu namalowałam, zabrał Korę i pojechali w drugi koniec kraju, nad morze, gdzie mój brat mieszka i pracuje.
Po powrocie Kora relacjonuje nam podróż.
– Nagle Max daje po hamulcach – opowiada bujnie gestykulując – Wyskakuje z auta i nurkuje w krzaki. Boże, myślę, co się stało?, wypadek jakiś? A on za chwilę wynosi z chaszczy jakąś padlinę i wrzuca do bagażnika. I tak co parę kilometrów – Kora załamuje ręce – Wariat normalnie. Nazbieral tych trupów pół bagażnika zanim dojechaliśmy.
Śmiejemy się z opowieści równie bujnie jak Kora prowadzi narrację. Trzymamy się za brzuchy żeby przepony nadwyrężone tak nagłym wysiłkiem nie pękły:)
Tak, Max ma hopla na punkcie padliny, głównie ptasiej.
Kiedy nas odwiedza tu na wsi, niemal pierwsze jego pytanie to:
– Nie macie tu jakiegoś trupa?
🙂
Praca naukowca do czegoś zobowiązuje, ale od kiedy sięgnę pamięcią nasz brat znosił do domu różne zwierzęce zwłoki i na milion sposobów konserwował je i preparował.
Zdarzyło się raz, że mama szukając w zamrażalce wędliny na święta, obok pęta kiełbasy znalazła zamrożoną sowę. Omalże sama nie padła trupem;)
Śmiejemy się z Maxa, ale sami niewiele się od niego różnimy.
Kora dla dalekich dzikich podróży dałaby się pokroić.
A ja…
– Ej, tu są, tu są!!! – krzyczę mężowi w aucie – Zatrzymaj się.
I nim samochód dobrze wyhamuje, wyskakuję zeń i pędzę w pole.
Olbrzymia kępa dzikich maków ląduje w bagażniku. To do namalowania, a potem wysiania we własnym ogródku, bo mam ambicję mieć wszystkie ukochane dzikie kwiaty na własnym podwórku:)
W tamtym roku udało mi się tak przenieść chabry polne i driakiewniki, parę lat temu – wierzbówkę kiprzycę i kalinę:) Teraz pracuję nad makami i rumiankami, rozchodnikiem i paroma jeszcze badylkami.
Mam to po babci i mamie. One wszędzie, gdzie się pojawiły, brały „zaszczepki” kwiatów. U nich nawet suchy patyk wsadzony w doniczkę zakwitał:) Co tam różdżka Aarona;)
* * *
Pasje.
Młodsze siostry szaleństwa.
Czym świat byłby bez nich.

Skąd się biorą? Rodzimy się z nimi czy nabywamy? Po co są? Co o nas mówią? I dokąd nas prowadzą?
I dlaczego pasja to „pasja” czyli „cierpienie”?
Czy dlatego, że to wieczna pogoń za niedoścignionym i tęsknota za spełnienieniem?

Też bym chętnie posiała mączki, takie śliczne, delikatne polne maczki, ale mi się to nie udaje…
trzeba wierzyć, że się uda:) nie święci garnki lepią;)