widok z górnej belki krzyża

– Nie mogę Rut spać z nerwów – mówi ona, nalewając kawy do filiżanek. – Prawie nic nie jem; mam tak ściśnięty żołądek.
– Co się stało? – pytam zaniepokojona.
– Sprzedajemy auto, i ten kupiec taki marudny, a muszę szybko kupić nowe lepsze, jest w salonie i chyba nie będzie problemu, ale żebym miała czym na ślub kuzynkę zawieźć… – mówi szybko streszczając powód nerwów i bezsenności.
Gubię się trochę w zawiłości fabuły, a trochę dlatego, że…

jestem tak daleko.
Dopiero stałam na brzegu stromego klifu, patrzyłam w oczy szalejącym falom myśląc o życiu i śmierci, o krótkości pierszego i nieuchronności tej drugiej.
Piję więc kawę małymi łyczkami, nic nie mówię, uśmiecham się.

* * *

Przyjeżdżają znajomi. Od progu rzucają newsa: sprzedają ten wymarzony dom, który kupili parę lat wcześniej ( ale już nie jest wymarzony) i kupują większy w lepszej okolicy. Są zdenerwowani i też nie śpią po nocach, a między nimi co chwila huczą pioruny i przelatują błyskawice. To ze stresu. Bo … muszą wziąć większy kredyt, a dom w stanie surowym, trzeba go wykończyć, rodzice odradzają ten ryzykowny manewr, terminy gonią …
Słucham niekończących się skarg, żalów i nerwowych relacji jak z pola bitwy.

Ale…
jestem tak daleko. Co mogłabym im powiedzieć?
Parę dni temu odwróciłam się od klifu nad oceanem, nie wiem kiedy mnie znowu zawoła na swoje strome zbocze. Tam
większe domy i droższe auta nic nie znaczą, nasze wielkie aspiracje są takie maleńkie, a ludzkie plany rozpływają się w pianie fal uderzających pięściami w brzeg.
Są tam tylko największe z pytań, naistotniejsze z rozterek. Wszystko inne znika.
– O, zobacz – mówię rozdygotanej zmianą domu koleżance – wiewiórka. Zamieszkała w tej budce zaraz za oknem. Na samotnej sośnie. To szaleństwo, bo tu wciąż buszują nasze cztery kotki. – śmieję się.
Uspokaja się na chwilę kontemplując zwierzątko.

* * *
Lubię patrzeć na jastrzębie szybujące nad okolicznymi polami. A jest ich tutaj parę. Krążą majestatycznie, pełne pokoju i na szeroko rozpostartych skrzydłach poddają się falom wiatru.
Tam, spod chmur, wszystko musi być inne, wraca do swych wlaściwych rozmiarów.
Drobne kroki są drobnymi krokami, błache sprawy są wyraźnie błache, kręte drogi ujawniają całą swą pokrętnosć ze szczegółami, a proste wiadomo gdzie prowadzą, góry są górami, głazy – kamykami, a ziarenek piasku nie widać.

Jeden z ptaków prawie zawsze siedzi na górnej belce polnego krzyża. Patrzy przenikliwym wzrokiem wkoło.
Gdy przejeżdżam obok autem uśmiecham się do niego.
– Jesteś mądry – posyłam mu myśl – wiesz, że z krzyża widać najwyraźniej.
Jego oczy jak dwie złote monety płoną w zachodzie słońca.

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na widok z górnej belki krzyża

  1. kawusiowa pisze:

    Oglądałyśmy wczoraj z mamą stare zdjęcia. Dla mnie to zawsze spojrzenie w głąb, zatrzymanie czasu, próba dotknięcia tajemnicy – kim była ta osoba, jaka była, kiedy ją zobaczę? Prababcia uśmiecha się, ale osłania oczy od słońca i znowu nie wiem, jak wyglądała, kiedy była młoda. Śliczna dziewczyna z dalszym kuzynostwem mamy, ale nie wiemy, kto to – może ich sąsiadka? Trzech zakapiorów 😉 czyli dziadek i jego dwóch braci (to oczywiście nie wszyscy). Mój chrzestny jeszcze jako nastoletni chłopak na ślubie moich rodziców. Zdjęcie ślubne kuzynki, która notorycznie walczy z piegami, mimo ze to właśnie one dodają jej uroku.
    Mama wzrusza się, mówiąc o różnych osobach: „O, i tego już nie ma, tego już nie ma…”
    „Mamuś, są. Tylko inaczej”.
    Ciekawie będzie zobaczyć pradziadków, którzy nie załapali się na zdjęcia. I znajomego fotografa, który odszedł do Pana w zeszłym roku.

  2. ruttka pisze:

    pięknie namalowałaś Kawusiu tę scenkę z życia, zwykłe życie jest pełne uroczych chwil i głębokich treści. Nie trzeba szukać daleko💮

  3. mamapiąteczki pisze:

    zaznaczyłam kiedyś sobie w książce p. Mileny Kindziuk o Mariannie Popiełuszko taki fragment „Ona sama wierzyła jednak, że w tej krzątaninie dnia codziennego i borykaniu się ze wszystkimi troskami i kłopotami ukryte są rzeczy wiekuiste. I że wszystko, co w życiu się dzieje, ma ukryty sens…”

  4. Pani Łyżeczka pisze:

    Mam wrażenie, jakbym też ostatnio stała na takim klifie, gdzie spogląda się poza granicę życia. Dobrze tam czasem zajrzeć, zwłaszcza gdy widać, kto tam czeka.
    Chociaż jak pomyślę o przeprowadzce sprzed dwóch lat, to jestem w stanie zrozumieć nerwy Twoich koleżanek 😉

    • ruttka pisze:

      Obie ostatnio zajrzałyśmy Łyżeczko za tę zasłonę, choć każda z innej strony. Dobrze tak było sobie nawzajem towarzyszyć w tym niesieniu krzyża i nie musieć nic za bardzo tłumaczyć, bo ta druga wie przecież…

  5. Agaja pisze:

    Cierpliwości wiele potrzeba. Do siebie. I do bliźnich…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *