przystanek

Łagodne mruczenie pralki, potok światła spływający do pokoju od okna, złoty blask bijący od jesiennych drzew, cykanie wiernego zegara, zapach kawy.
Poza tym cisza.

Delikatnie ściągam cugle myślom, które niespokojnie pochrapują, biją kopytami i wyrywają do przodu. Pieszczotliwie gładzę ich zmierzwione grzywy, zaglądam w ich przekrwione oczy, uspokajam zdyszane chrapy.

– Cicho. cicho. – mówię – Stójcie. Nigdzie nie pędźcie. Zanurzcie się w złoty stóg jesiennego przedpołudnia. Już dosyć gonitwy. Naprawdę dosyć.

Myśli strzygą uszami, parskają cicho.

Wiem. Za chwilę trzeba wrócić na tor wyścigowy. Stanąć w startowych bramkach.
Ale to za chwilę.
Teraz jest „teraz”.
Tylko „teraz” istnieje na prawdę.

Cicha polana w złotym blasku.
Przedsmak wieczności.
Kostka cukru na czyjejś zatroskanej Dłoni.

9 thoughts on “przystanek

  1. Tak, Rut… Takie chwile są życiodajne, dają siły na wszelkie gonitwy i wyzwania codzienności. Zatrzymać się, by poczuć i usłyszeć…
    Pięknej niedzieli!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *