czerwona walizka

Przed

Walizka z rozdziawioną paszczą leży na korytarzu. Wygląda jak wielki czerwony potwór, który czyha na ofiary zaraz za progiem domu.
– Dlaczego ona tu leży ? – pytam groźnym tonem.
– Bo w sypialni jest odkurzacz i ona się już nie mieści – jakże logicznie odpowiada jedna z córek. Dwie z nich są już zajęte pakowaniem, a trzecia czyta Wiedźmina.
Kolorowe bluzeczki, spódniczki, legginsy i spodenki lądują w rozwartej paszczy czerwonej walizki.
Jutro wszak jedziemy.
Bałtyk czeka. Max i jego mieszkanie też.
Mężczyźni wciąż w pracy.
– Mam jechać sama na zakupy czy czekać na ciebie? – pytam mężulka przez telefon.
– Hmmm – słyszę pomruk rozważania kwestii zasadniczej – Poczekaj. Przyjadę za trzy umywalki. – pada odpowiedź.
Typowa miara czasu stolarza meblowego:)
Czyli jakieś – w mojej rachubie – 45minut do godziny.
Lecz moje rachuby zawodzą, bo ekipa zjeżdża co prawda na obiad, ale z oświadczeniem „że montaż szafek podumywalkowych tak sprawnie idzie, że jednak „jedź sama, bo my chcemy zamontować dziś wszystkie”.
Oczywiście, że jadę. I oczywiście nie sama.
Gdyż młodsze dzieweczki ( czyli te niepochłonięte Geraltem z Rivii) u w i e l b i a j ą zakupy w każdym wydaniu. Ta starsza też uwielbia, ale dziś nie ma z nią kontaktu. Chyba, ze ktoś specjalizuje się w kontaktach z zaświatami:)

Po

– Witaj kochany domku! – wykrzykuję od progu.
Zanurzamy się wszyscy w półmroku naszego domostwa. Ma półprzymknięte oczy zasłon i rolet i czeka jak wierne psisko.
– Czujecie? – pyta mężulek wciągając powietrze – Zapach naszego domu.
– Kwiatki przetrwały – konstatuję zadowolona – Ciekawe kiedy Late przyjdzie.

Wchodzimy. Czerwony potwór walizki wjeżdża do sypialni. Na korytarzu przykucają inne tobołki.

Mam jeszcze głowę pełną szumu morza i białe tenisówki pełne białego piasku.
Ciężka od wspomnień i zmęczenia podróżą zaczynam biegać po pokojach. Odsuwać zasłony, uchylać okna, wpuszczać wiatr balkonem, kwiaty wystawiać z miedniczek, w których je zostawiłam, podlewać, odrywać przekwitłe pelargonie, prania wstawiać, wieszać, patio zamiatać, leżaki rozkładać…
– Witaj kochany domku – szepcę.
Obok nóg pojawia się mleczno- kawowa kotka. Ociera się. Łasi.
– Wszędzie dobrze… – zaczyna recytować mój mąż.

Wysypuję nadmorski piasek z mojej torby. Na dnie grzechoczą drobne muszelki, które zbierałyśmy z Laurką.
Morze w głowie wciąż szumi jak wino.

Dobrze jest się upić przygodą od czasu do czasu.

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na czerwona walizka

  1. Anetta pisze:

    Och jak dobrze! 🙂

  2. kawusiowa pisze:

    Czekam już na tę przygodę – spotkanie z wami 🙂 i z nieznaną częścią Polski :). Bilety kupione

  3. ruttka pisze:

    Z nieznaną i dziką? my też czekamy. Dzi$ dokupiliśmy poduszek dla gości?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *