lekkość i cień

Jestem mamą, więc jak wiele mam,
wędruję latami za rękę z córkami,
z wielkimi torbami
TAM.

To niechcący ten rym:)

Teraz już chodzę TAM, czyli do biblioteki tylko z Nusią i Lalcią. One buszują w poszukiwaniu swoich smaczków, a ja czasem skuszę się na wiersze. Lubię wierszyki Doroty Gellner. Tajemnicze, pełne lśnień, zwiewne i bawiące się słowem. Czytam je wciąż na nowo i na nowo. Jakbym piła lemoniadę w upalny dzień.

Ostatnio znów wróciłam do domu z kolorowym tomikiem wierszy dla dzieci. Usiadłam na patio, podniosłam okładkę jak się odsłania wieko skrzyni i… zanurzyłam się w piękny świat.

A potem… znalazłam stary zeszyt Laurci ( był do matematyki brrr), kawałek długopisu i zaczęłam pisać.
Wierszyk o angielskiej filiżance, i o stoliku okrągłym, i o hamaku, i o drodze za sadem, i o lawendzie, i ten…

siedzę sobie na leżaku
wiatr szeleści obok w krzaku
siedzę sobie, słońce świeci
łapie moje myśli w sieci
złotych blasków, lśnień i drżeń
a za krzakiem drzemie cień
jak kot szary mruczy sobie

a ja blaski nadal łowię
w myśli, włosy
krople złote
sprawią, że cień będzie kotem

niczym więcej
niczym mniej

kot za krzakiem,
żaden cień

– Lekko – mówi z kocim uśmiechem moja córka najstarsza, gdy wieczorem czytam jej moje wierszyki przedpołudniowe.
Nagle uśmiech koci zmienia się w podkówkę.
– Ja tak nie umiem. Nie umiem lekko. Moje wiersze są takie ciężkie.- skarży się.

Patrzę na to moje dziecię.
Stoi na progu życia. Ja też kiedyś taka byłam. Wystraszona młoda kobieta. Tylu rzeczy się bałam. Że nie wybiorę dobrze drogi. Że nie znajdę miłości prawdziwej. Że nie będę miała dzieci. Że nie poradzę sobie z tą olbrzymią przestrzenią przede mną, którą zwą życiem. Albo że umrę młodo. Bałam się, że koleje losu zmiażdżą mnie, stłamszą i oderwą mi skrzydła. I że na koniec zgubię się i sobie i Bogu. Moje wiersze wtedy były ciężkie, wszystkie na zatrzymanych oddechu.

Żadna z obaw nie ziściła się, więc wyspokojniałam trochę.

Siedzę na drewnianym progu, jem zupę i rozmawiam z kotem.

Martwię się czasem. Głównie o moje dzieci. O ich los w tym coraz dziwniejszym świecie. O ich dorosłość, wybory małe i duże.

A wtedy głos w sercu mówi:

„To kolejny etap życia. Przejdziesz go Rut tak samo dobrze, jak poprzednie. Wsparta o Mnie”

Serce staje się lekkie jak motyl.
A cienie?

zmieniają się w koty.

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na lekkość i cień

  1. Rivulet pisze:

    Oooo… Jakbym czytała o sobie. O tych obawach znaczy. Moje dzieci mniejsze niż Twoje… Ale też z jednej strony wyspokojniałam i już nie jestem wystraszoną młoda kobietą. A z drugiej – widzę coraz więcej strachu o ich wybory. A potem przychodzi myśl, że to nie moja ręka będzie jest prowadzić, że jest inna, pewniejsza dłoń…
    Pozdrawiam ciepło! 🙂

    • ruttka pisze:

      Tak Riv. Bez tej Ręki trudno byłoby przejść wszystkie drżenia maminego serca. Wszystkie kończyłyby się zawałem. Błoga jest myśl że poprowadzi moje dzieci jak mnie poprowadził.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *