szukanie drogi

Czasem zdarzają się dni pochmurne, wietrzne i zimne. Czasem deszcz zacina i wiatr szarpie połami płaszcza, zrywa kaptur z głowy, a w oczy sypnie piaskiem.

Nie masz ochoty absolutnie na nic. Położyłbyś się spać i przeczekał to wszystko: grafitowe niebo, łzy deszczu na oknach i wycie wiatru w kominie.
Zbierasz się jednak na odwagę innego wyjścia z sytuacji. Opatulasz się ciepło, zakładasz kalosze, ręce wbijasz kieszenie i wychodzisz skrzypiąc sosnowymi drzwiami.
To prawie heroizm, ale…
… pamiętasz, że nie raz i nie dwa to się udało. Że wychodząc naprzeciw wichrom i niepogodzie, wygrałeś z nimi.
I z samym sobą.
A to niełatwe zwycięstwa.

Idziesz na początku wlokąc noga za nogą, krople dżdżu przyklejają się do butów, rzęs i myśli.
Ale się nie poddajesz.
Kładziesz się na wilgotnym hamaku i obserwujesz jak wiatr nad tobą wykręca ręce sosnom i szarpie włosy brzozie. Myślisz: „A jeśli ta gałąź zaraz spadnie?”

Nie dajesz odpowiedzi. Wstajesz. Idziesz dalej.
Coraz bardziej w głąb niepogodny. Tej na zewnątrz i tej w tobie.
Wiesz, że prędzej czy później dojdziesz do tej linii. Przekroczysz ją. Oddech stanie się lżejszy, promień blasku przeszyje szaro utkaną myśl.

Pamiętasz.
Tak było nie raz i nie dwa.
Nie masz pewności czy i tym razem… A jednak idziesz.

krople rosy

Przedzierasz się pod gałęziami obrzmiałymi deszczem. Krople osypują się na ciebie zimną kaskadą. Coś pachnie gorzko roztarte twoimi krokami. Jakieś zioło.
Otwierasz bramkę. Jest zamknięta na haczyk z drutu. Stawia opór. Wymykasz się przez wąską szczelinę.
A za nią droga wciąż ta sama. Pamiętasz ją z dzieciństwa. Szukasz patyka i kucasz. Rysujesz na drodze. Najlepiej rysuje się po deszczu. To też pamiętasz.
Domek z okienkiem, kominem. Do domku droga. Ile razy już to rysowałeś w swoim życiu?

Podnosisz wzrok. Oba brzegi drogi zanurzone w błękicie.

Znów jesteś dzieckiem.
– Tylko gdy jest pochmurno, cykoria otwiera kwiaty tak szeroko. – myślisz.

Promień przeszywa ci serce. Powietrze wypełnia płuca. Światło – myśli.

Znowu się udało.

Zapamiętasz.

„Nie obawiaj się mroku. On ma swoje granice.”

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *