wgłąb

 

Czas choroby. Wirus.

Czuję każde ścięgno, staw, stawik, kość. Nawet te najdrobniejsze w palcach rąk i stóp.

Wszystko, co zwykle ukryte głęboko pod skórą i zapomniane na co dzień, odzywa się i przypomina o swoim istnieniu.

– Nie wiedziałam, że mam aż tyle kości i stawów – zwierzam się najstarszej córce, która w planach ma zawód medyczny. Leżymy przytulone na miękkim dywanie w salonie.

– Oj mamuś, mamuś – pokrzepia mnie dziecię.

Podobnie jest z duszą – myślę dalej na temat.

Póki nie boli, zapominamy o jej istnieniu. Dopiero trudne dni odkrywają całą złożoność jej istoty.

Każde jej ścięgno, nerw, drgnienie, jej miotanie się w nas …

Może po to są choroby i ból. By odkryć to, co przysypane popiołem codzienności. By wejść do środka siebie. Nie żyć na obrzeżach własnej skóry.

Podobny obraz

Może.

A może sens jest jeszcze głębszy. Głębszy niż ktokolwiek z nas potrafi dotrzeć.

Moje kości podpowiadają mi, że nie jestem tylko skórą.

Moja dusza podpowiada, że nie jestem tylko mięsem.

 

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *