opadanie

 

Z małej antresoli mam widok na las. I gdy się budzę rano i patrzę za okno, widzę drzewa.

Jak pięknie!

Wiatr delikatnie głaszcze ich szczyty, a liście – wirując jak w walcu – opadają złotym deszczem powoli w dół. Bez wysiłku, bez sprzeciwu, bez buntu obnażają się wielkie pokorne olbrzymy.

Podobny obraz

Zaakceptować jak one dotyk czasu.

Bez strachu pozwolić opaść swej urodzie, zdrowiu, siłom. Bez buntu zgodzić się na utratę swoich mniemań. Bez rozpaczy pożegnać się z odchodzącymi. Bez oglądania się za siebie iść w głąb jesieni. Bez drżenia schodzić powoli w dół ze szczytu.

Łagodnie opaść jak liść na dno czyjejś Dłoni.

 

I czy to  przypadek, że pod wieczór dnia którego to piszę, znalazłam w książce  te słowa:

„Począwszy od połowy życia tylko ten człowiek pozostaje żywy, kto chce umierać razem z życiem.”   (   C.G. Jung)

 

…a kto by chciał zachować swoje życie, straci je…

 

Wszystko zanurzone jak w żywicy w złocistej jesieni.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *