Laurka myje liść. Nalewa na niego mydła i pociera go pod strumieniem wody z kranu.
– Co ty robisz? – pytam wchodząc do kuchni dziadków.
– Myję liść.
– A zamierzasz go jeść? – żartuję.
– Nie. Ale on tak ładnie pachnie. To liść orzecha. – tłumaczy wycierając liść ręcznikiem.
– Ummm – rozkoszuje się przykładając nosek – teraz pachnie dwoma zapachami. Zobacz – podtyka mi.
Wącham.
– Cudnie – mówię – Dwa zapachy: liść i mydło.
I nagle zalewa mnie potok wspomnienia z dzieciństwa. Wakacje u dziadków. Stary orzech. Jego cień. Jego zielone owoce. Jego liście. Ich zapach.
Teleportacja.
