droga – szlakiem stacji

Gdy byłam nastolatką miałam okazję pomagać przy męskim klasztorze. Ja i moje koleżanki. Brat Adam – świeć Panie nad jego duszą – szukając nam pracy, wysłał nas żebyśmy opieliły stacje Drogi Krzyżowej. Zbudował je sam na pobliskim zalesionym wzgórzu. Szłyśmy więc od stacji do stacji i doprowadzałyśmy je do porządku. Na jednej pokąsały nas mrówki, na kolejnej poparzyły pokrzywy, przy którejś jednej z nas obsunęła się stopa i otarła sobie nogę o kamień. Zanim doszłyśmy do szczytu grobu i Zmartwychwstania byłyśmy podrapane, zmęczone, brudne i spocone.

Nie modliłyśmy się, nie rozważałyśmy Męki Chrystusa, a jednak była to Droga Krzyżowa, którą do dziś noszę w pamięci.

Dziś wiem, że najpłodniejsze są te drogi, które przechodzimy sami. Nie te, na które patrzymy z boku jako wzruszeni widzowie.

 *             *             *

Jesteśmy w domu. Po operacji. Bardzo radykalnej, ale koniecznej. Usunięty został nie tylko guz, lecz także nerka i nadnercze. Czekamy na wynik histopatologii, potem wizytę, ewentualne dodatkowe badania na obecność przerzutów i dalsze leczenie. Olbrzymi 25-centymetrowy szew rozcina prawy bok męża. Gdzieś już taki rozorany bok widziałam.

– Wiesz, gdy przygotowywali mnie na sali operacyjnej – opowiada mąż – położyli mnie na wąskim stole. Z trudnością na nim się zmieściłem. Potem lekarz przymocował do stołu jedno ramię i przypiął moją rękę, potem drugie i przywiązał drugą. Potem przywiązał moje nogi. W obie dłonie wbili mi wenflony, a na głowę założyli pasek z pięcioma kolcami, które wbiły się w moje czoło. To do monitorowania pracy mózgu.

Uśmiechnął się do mnie, a łzy zabłysły mu w oczach.

– Wiesz która to stacja? – zapytał .

– Wiem.

Mam nadzieję, że nie zabrzmi to jak herezja, ale naprawdę Bóg daje nam doświadczyć w tej chorobie odrobiny swojej drogi krzyżowej. Rozpoznajemy kolejne stacje.

Ciemnica czekania. Pierwsze dni choroby, gdy nie wiedzieliśmy co to jest i dlaczego, a hipotezy mnożyły się i falowały pod nogami jak ruchome piaski.

Wyrok Piłata – stanie na nogach jak z waty, z piaskiem w ustach, z mokrymi zimnymi dłońmi. Pod zamkniętymi drzwiami gabinetu, za którymi ważą się losy najukochańszej osoby. Każdy ruch klamki brzmiał wtedy jak wystrzał z broni. Przeszywał na wylot.

Biczowanie wiadomościami, po którym szlochasz i czołgasz się po ziemi jak robak nie mając siły nawet wzroku podnieść do góry. Leżysz zdruzgotany, niepodobny do człowieka.

Trzy upadki – 3 najdramatyczniejsze momenty w ciągu ostatniego miesiąca, po których nie upaść byłoby rzeczą nadludzką, ale po których powstaliśmy niesieni jakąś nieprawdopodobną siłą.

Dzwoni nasza koleżanka. Jedna z wielu. Płacze w słuchawkę, szloch tłumi jej głos, milczenie potężnieje i boli. Mój mąż pociesza ją: Będzie dobrze. Nie martw się. Bóg nas przez to przeprowadzi. Jeszcze nieraz siądziemy przy wspólnym stole i będziemy się z tego śmiać.

Po dłuższym czasie mąż kończy rozmowę. Koleżanka – jedna z wielu podobnych – utulona w żalu.

– Wiesz która to stacja? – mówi do mnie mąż i nie czekając sam odpowiada – Jezus pociesza płaczące niewiasty. Teraz wiem co wtedy czuł.

I jeszcze Szymon. Ktoś, kogo byśmy nigdy w żadnych zawodach na przyjaźń i lojalność wobec nas nie obstawiali. Kto wydawał się taki obojętny, a gdy przygniótł nas krzyż, on pierwszy, bez wahania pomógł nam go podnieść.

I setki. A może tysiące już Weronik. Wszystkich tych, którzy- choć sami utrudzeni życiem – zrobili wszystko by nam ulżyć. Modlitwą, cierpieniem, wyrzeczeniem, konkretnym gestem pomocy, słowem, obecnością, zainteresowaniem… To wszyscy Wy, którzyście bez lęku stanęli przy nas i zostali, choć nie jest łatwo patrzeć i słuchać o cierpieniu.

Jezus z szat obnażony – odarcie z godności przy szorstkim, bardzo intymnym badaniu przed operacją.

Gdy mąż mi o tym opowiada, czuję jak bardzo i jak głęboko został dotknięty takim traktowaniem.

Gdy przychodzę do niego do szpitala po operacji jest jeszcze półprzytomny, jego sponiewierane ciało jest pospinane rurkami, obolałe, pocięte, spuchnięte, spocone i brudne. Biorę ściereczkę i ocieram twarz, czoło i delikatnie wszędzie tam , gdzie mogę dotknąć nie narażając go na ból.

Stacja XIII – Ciało Jezusa zdjęte z krzyża i złożone w objęciach Matki.

 

Krzyż. Tajemnica. Cierpienie i słodycz niezrozumiała. Wymieszane w jednym kielichu.

Rano w niedzielę poszłam do jednej z warszawskich parafii. Urzekł mnie ołtarz główny. Olbrzymi krzyż z wielką – przesłoniętą już fioletowym woalem – figurą Chrystusa. Wpatrywałam się w niego. Krzyż działa na mój wzrok jak magnes. Zawsze. I nagle spostrzegłam, że z dolnej belki krzyża spuszczają się złote sznury. To korzenie!!! – dotarło do mnie. Korzenie wrastające w Tabernakulum umieszczone pod krzyżem. Wtedy spojrzałam jeszcze raz w górę i dostrzegłam, że cały krzyż jest opleciony bujnymi złotymi gałęziami, a gałęzie obsypane owocami.

Moje serce niemal eksplodowało. Pamiętacie ten rysunek Laurki?

Tak dziecko, dobrze myślisz.- usłyszałam.

Krzyż jest najpłodniejszym drzewem świata. Daje najszybciej, najsłodsze i najbardziej obfite owoce.

I wtedy zabrzmiała Ewangelia. Jezus przychodzi do grobu Łazarza i płaczącym i zawodzącym zgromadzonym przyjaciołom mówi: Ta choroba nie prowadzi do śmierci, ale by objawiła się wielka chwała Boża.

Zapowiedź Stacji XV – Zmartwychwstania. To moja ulubiona stacja. Stare Drogi Krzyżowe jej nie mają, ale bez niej Męka i Cierpienie naszego Pana byłyby pozbawione sensu.

 

Nasza Droga krzyżowa.

Idziemy nią dalej. Jak długo jeszcze nie wiem. Lecz coraz bardziej czuję się niesiona. Krzyż coraz mniej ciąży. Zaczynam rozumieć co miał na myśli mówiąc o „jarzmie słodkim i brzemieniu lekkim”. A nigdy tego nie rozumiałam.

 

 

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *