kawałek ciasta

 

Każdy ma swoją ulubioną muzykę, ulubione barwy, ulubione zapachy, uwielbiane smaki, tkaniny, wnętrza, filmy, książki, pościel, przedmiot w szkole, pory dnia, nawet ławkę w kościele. Ja też tak mam. Jak każdy.

Ostatnio odkryłam jakie jest moje ukochane ciasto. Najpyszniejsze ciasto na świecie. I nieskromnie wyznam się, że – posiłkując się propozycjami w necie – sama je skomponowałam, nauczyłam się piec i prawie doszłam w tym do perfekcji.

Oto ono.

Ciasto czekoladowo-miętowe. Niebiańskie połączenie smaku czekolady i orzeźwiającej mięty.

Są chwile w moim życiu, gdy mam na coś niesamowitą, porywającą chęć, że to coś „chodzi” za mną i domaga się odpowiedzi.

Ale coraz częściej mam też takie chwile kiedy mąż pyta: Jadę do sklepu. Masz na coś ochotę?

A ja patrzę na niego dziwnie i mówię: Wiesz, na nic nie mam ochoty. Zupełnie na nic.

On jeszcze dopytuje, drąży. Może ser pleśniowy, może wino, moje jogurt pitny, może czekolada, moje napój jakiś?

Ale z każdą kolejną propozycją jestem coraz bardziej pewna, że nic, absolutnie nic mnie nie zaspokoi.

Są też takie chwile, gdy rzucam w przestrzeń: Poróbmy coś. I nim jeszcze przebrzmi ostatnia sylaba tego zdania, gdzieś w głębi serca wiem, że cokolwiek zrobię, to nie będzie to, czego pragnę.

Czasem siadamy przed telewizorem. Coraz rzadziej jakoś, ale czasem jeszcze. Bierzemy pilot do ręki, lecz z każdym przerzuconym kanałem coraz mocniej rośnie przekonanie, że to, co możemy znaleźć na szklanym ekranie, to nie jest to, czego potrzebujemy.

Myślę: Może by coś zjeść? A echo w sercu odpowiada: To nie o to chodzi. Może by się z kimś spotkać? A głos w sercu mówi: Nie tędy droga. Może by coś napisać? To bez znaczenia. Może któraś książka? Nie znajdziesz tam odpowiedzi. Może by w coś pograć? Może coś kupić ładnego? Może spacer? Rower? Rozmowa z kimś przez telefon? Alkohol? Kolejna kawa? Lody? Wszystko cieszy na moment, a na dnie zostaje niespełnienie i gorycz. Takie chwile są długie i bolesne.

Gdziekolwiek zwrócę wzrok, wiem na pewno, że to nie to, że szukam czegoś innego.

Głód. Straszliwy głód czegoś, co trudno nazwać.

Nazywaliśmy ten stan „zblazowaniem”, bo wszystko, co chcemy, mamy lub możemy mieć. No, prawie wszystko.

Ale to chyba nie jest słuszna nazwa. To nie „zblazowanie”. To tęsknota. Serce się „wywierca” – jak napisał o. Szustak w „Ośle w raju”.

Nagle natknęłam się na tę książkę i na ten fragment. Oczom nie mogłam uwierzyć, że ktoś jeszcze tak ma:) że kogoś tak nosi jak mnie.

„Jest taki moment w życiu każdego i , myślę, że go znacie, – moment, gdy nie wiadomo, co ze sobą zrobić. Nagle okazuje się, że cokolwiek robimy, jest niewystarczające, wszystko to jest za mało, nie wypełnia, nie daje poczucia sytości duszy. Byłem kiedyś we Wrocławiu na rekolekcjach. Drugiego dnia, po konferencji, usiedliśmy wieczorem z jednym z braci w klasztorze, obejrzeliśmy jakiś film niewysokich lotów, tak, żeby jakoś uratować wieczór, potem poszedłem do swojej celi, coś tam napisałem do duszpasterstwa w Krakowie, odpisałem na jakieś trzy maile… I ciągle tak mnie coś wierciło – coś było nie tak. Za co bym się nie zabrał, to nie to. Może bym się pomodlił… Ale nie. Tak iść do kaplicy, tam siedzieć… Może bym poszedł do jakiegoś brata… Ale też, tak gadać z nim… Bez sensu. Może bym jakiś film obejrzał… Ale nic ciekawego. Może bym spać poszedł… ale mi się nie chce… Być może znacie ten moment. Moment, gdy nie wiadomo, czym się zająć. Czymkolwiek się człowiek zajmie, zawsze coś nie tak. To są absolutnie najważniejsze momenty w życiu. Dlatego, że to jest jasny znak, że serce zaczyna się wywiercać. Ale my znajdujemy tysiąc sposobów na to, jak je załgać, zagłuszyć i zapełnić czymkolwiek: filmem, ludźmi, muzyką, najlepiej jakąś przyjemnością… Czymś się zająć żeby tak nie wierciło, bo nie da się wytrzymać ze sobą. (…) To są momenty, które my często przegapiamy i czymś zatykamy. Nie róbcie tego.(…) nie szukajcie żadnego zastępnika. Bo to się wywierca wasze serce. Ono zaczyna się dopominać o to, czego chce. Czego naprawdę chce. (…) jeden z moich współbraci mówi inaczej: to są takie momenty, które się objawiają tak zwanym syndromem lodówki. Kiedy człowiek przechodzi koło lodówki i myśli: „Ciekawe co tam jest…” Tak, jakby nie wiedział. Ale mówi: „A, zajrzę, może będzie coś, czego się nie spodziewam…” ( stąd się brzuchy biorą). To jest syndrom lodówki. Jest też syndrom telewizora: „A, zarzucę tak, poćwiczę kciuka, może coś będzie ciekawego”.

 

Kiedy to przeczytałam, jakbym czytała o sobie. Lata całe udawało mi się serce zagłuszać, a teraz jakbym tę zdolność straciła. Na szczęście. Serce mi się wywierca, a ja już doskonale wiem, że nie ma sensu włączać TV, ani komputera, ani gmerać w lodówce, ani iść do sklepu i nawrzucać do koszyka, ani poszukiwać palcem po grzbietach książek, ani szukać w kontaktach telefonu… To nic nie pomoże.

Paradoksalnie pomaga cisza, milczenie. Paradoksalnie syci dzień, gdy postanawiam pościć o chlebie i wodzie. Paradoksalnie mniej się nudzę, gdy wcale nie wchodzę na telewizyjne programy lub Internet. Paradoksalnie doświadczam bliskości, gdy jestem sama. Paradoksalnie kilka śliwek zerwanych prosto z drzewa jest słodsze niż góra drogich egzotycznych owoców.

Paradoksalnie? A może nie ma w tym żadnej sprzeczności. Bo moje serce doskonale wie czego chce, a czego nie chce. Wystarczy go nie próbować oszukiwać. Zresztą, zauważyłam, że po czterdziestce nie tak łatwo wywieść je w pole. Ono się będzie wiercić aż dziurę w klatce piersiowej wygrzebie. Moje serce tęskni coraz bardziej, nie da się zwodzić, odciągać. Ono wraca do domu. Czasem tylko zatrzyma się przy kawałku ciasta czekoladowo-miętowego i biegnie dalej.

Bo ono pragnie tylko Jednego.

 

 

 

Niespokojne jest serce moje Panie, póki nie spocznie w Tobie.

 

Ps. Przepis na ciasto podam niebawem:)

 


O ruttka

Szczęśliwa żona od 22 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *