Pełnia

 

Wróciliśmy z naszych wojaży.

Kilka bardzo intensywnych dni, spotkań z dawno niewidzianymi przyjaciółmi, śmiech i niedowierzanie, że minęło tyle lat, urodziło się tyle dzieci, że wszystkie nie mieszczą nam się w kadrze. A my wciąż gdzieś – mimo upływu kolejnych wiosen – tacy sami. Gitara i śpiew. Ludowe piosenki przeniosły nas w czas naszego wesela, kanony Teize przypomniały korzenie, Stare Dobre powiało nutką nostalgii i zadumy. Gwarne posiłki, stadko dzieci wokół, wspomnienia jak wstążki wplecione we włosy. Pożegnania i nowe powitania, kolejne twarze, mapy min, kaskady rozmów. Spacery wśród łanów kwitnącej nawłoci, cichy szept świerszcza na wiejskim cmentarzu. Słowa wyszywane na podkładzie sączącej się z radia muzyki. Stukot naczyń ładowanych do zmywarki, ryk miksera przy wypieku sernika, tajemne przedsenne narady dzieci i nasze chichotanie około północy.

Wszystko upychane bez ładu i składu w głowie. Dokładnie tak samo logicznie jak liczne i wciąż przybywające bagaże we wnętrzu naszego vana.

Wypełniliśmy się po brzegi.

A w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w domu Matki.

Tutaj, wpatrzona w ciemną Twarz, nagle roztopiłam się w ciszę.

Wszystko jest piękne i bogate, ekscytujące i napełniające, ale Wszystko nie stanie się nigdy Pełnią jeśli nie ma Boga.

 

Wszystkich Was oddałam i tam zostawiłam.

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *