droga – potok światła i łez

 

Dwa , trzy razy w roku jeżdżę na weekendowe rekolekcje. Mam swoje ulubione miejsce. Pełne ciszy, bez znajomych, z księdzem tak prostym, że wprost nieprawdopodobne, że Bóg wybiera takie narzędzia. A jego wybrał z pewnością. Jedno słowo, które wypowiada jest cięższe od milionów innych, mądrych, uczonych, kwiecistych słów, jakie słyszałam i czytałam.

Na rekolekcjach opowiedziałam mu o tym strachu i czającej się wszędzie śmierci. Czułam się zupełnie bezradna. Poprosiłam go o modlitwę. Powiedział: To może być dręczenie. Położył dłonie na mojej głowie i zaczął prosić. Przez Niepokalane Serce Maryi!!!

Gdy zaczął modlić się za moje życie ukryte w łonie mamy, nagły szloch rozerwał mi pierś.  Bez żadnego ostrzeżenia czy wstępu. Zalałam się potokami łez.

Jeśli tego kiedykolwiek doświadczyliście, wiecie, że nie ma w słowie „potoki” żadnej przesady. Gdy Bóg leczy, wielu z nas tak reaguje na łaskę. Ja tak reaguję.  Potoki , które przerywają wszystkie tamy. Tamy wstydu, zażenowania, chęci lansowania się. Nic z tych rzeczy już cię nie obchodzi. Bóg dotyka Cię tak mocno, zmienia w jednej minucie twoje serce, czyni wszystko nowe. A ty płaczesz zanosząc się szlochem.

Nie wiem co wydarzyło się, gdy byłam w łonie mojej mamy, ale to coś powodowało nękanie przez śmierć. I zostało uleczone w jednym momencie. Tamtego listopadowego dnia dwa lata temu.

Ta modlitwa sprawiła, że przestałam się bać. Po tylu latach. Od razu, bez zwłoki, jednym gestem Bóg przywrócił mi pokój, którego nigdy nie miałam. Przywrócił przez Niepokalane Serce Maryi!!! I trwa to do dziś. Nawet trudno opowiedzieć jak to zmieniło życie moje i mojej rodziny. Nie biegam w popłochu od okna do okna wyczekując powrotu dzieci czy męża, nie robię im wymówek i pewnie byłam jedną z nielicznych matek, która wysyłając córkę na ŚDM mówiła: Dziecko, nie bój się. Nic się nie stanie. To impreza Pana Boga, obstawiona orszakami anielskimi:)

Ale to nie koniec cudów.

Zaraz po modlitwie, cała mokra od łez poszłam do kaplicy.

W ołtarzu głównym jest obraz Maryi, która idzie drogą do Elżbiety. Maryja jest we wczesnej ciąży, to widać. Wyciąga rękę w kierunku patrzącego. Uśmiecha się lekko.

Zwykle unikałam patrzenia na Nią. Ale tym razem zapatrzyłam się i nagle odkryłam, że cała złość na Nią zniknęła z mego serca. Razem ze strachem. Razem z raną okresu prenatalnego.

Wtedy usłyszałam: „Zawierz mi swoje życie, a zaczną się w nim dziać cuda”.

Nie był to głos, który można usłyszeć uszami. Raczej uporczywa myśl z zewnątrz, która przenika w głąb twoich myśli. Zupełnie nie twoja myśl – jesteś tego świadomy.

Ten głos towarzyszył mi od tego dnia co dzień przez wiele dni. Chyba nawet próbowałam go zignorować. Wiecie, strach przed szaleństwem jest olbrzymią barierą.

W końcu, za którymś wezwaniem zapytałam: Ale co to znaczy „zawierzyć”? Co mam zrobić?

-Poczekaj – usłyszałam Jej głos – pokażę ci niedługo.

 

 

 

 

„Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Psalm 23)

 

 

Ps. Jakieś dwa tygodnie temu zaczęłam słuchać o. Szustaka na You Tube. Choć oczywiście znałam go już wcześniej. W końcu natknęłam się na jego świadectwo nawrócenia. Gdy się nawrócił był już zakonnikiem. Wszystko zaczęło się od jednej modlitwy. Dwóch charyzmatycznych kapłanów położyło na nim dłonie i zaczęli się modlić. Mówi, że podczas tej modlitwy zalał się łzami – on, twardy, racjonalny chłop ryczał jak dziecko. Potem stał się kimś zupełnie innym. Gdy tego słuchałam, przypomniał mi się tamten dzień:)

Jeśli chcecie posłuchać o. Szustaka i jego niesamowitej historii o przemianie niewierzącego księdza w szaleńca Bożego macie to TUTAJ.

O modlitwie i wylaniu ośmiu wiader łez od 37 minuty:)

 

 

 

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *