Na parapecie kuchennego okna stoi stary obrazek ze św. Stanisławem Kostką. Uratowaliśmy go z zapomnienia ze ściany budynku, w którym mieszkała Babcia niebieska. Obok niego, na szydełkowej serwetce leżą różańce, pod serwetką kilka obrazków z modlitwami. Jedną z nich – modlitwę zanurzenia wszystkiego we Krwi Chrystusa odmawiamy z mężulkiem codziennie. Na tym samym parapecie jest jeszcze mała figurka Maryi i malutka metalowa Pasyjka.
Nikt tego nie stawiał jakoś specjalnie. Ot, po prostu powstał kącik modlitwy jak powstają codzienne zwyczaje i nasze życiowe rytuały. To, co dla ciebie ważne, prędzej czy później wypłynie w twoim otoczeniu.
Ostatnio na parapecie pojawiła się jeszcze jedna rzecz. Książeczka ze św. Ritą na okładce. Patronką spraw trudnych i beznadziejnych.
Ostatnio moja mama zauważyła tę broszurkę. Wzięła i kartkuje z żywym zainteresowaniem.
– Tylko mi tego nie zabieraj, bo odmawiam nowennę do Rity. – mówię, bo mama jest jak chomik na książki religijne.
Mama patrzy na mnie zdziwiona.
– A o co ty się modlisz? Przecież wszystko masz. Dobrego męża, zdrowe dzieci… – zaczyna wymieniać.
Mój mąż wybucha śmiechem.
– Jak wszystko masz, to nie musisz się modlić. – puentuje wypowiedź teściowej.
– Ale ja nie modlę się za siebie. Modlę się za kogoś. – mówię.
– Za kogo?
Waham się czy powiedzieć.
– Za moją koleżankę, aby uratować jej małżeństwo. – mówię w końcu.
Mama wzdycha.
– To i ja się za nich pomodlę. – mówi.
Modlitwa wstawiennicza.
Modlitwa za kogoś.
Bo nie jesteś sam. Bo możesz liczyć na innych. Bo ty możesz tak pomóc.
Jej wartość w oczach Bożych jak złoty piasek. Im więcej tego piasku, tym bardziej diabłu wciska się w szprychy, blokuje ruchy.
Modlitwa jak płaszcz, który można rozpostrzeć nad drugim, upadającym na duchu.
Wahałam się czy Was o to prosić, ale Ania się zgodziła. Bo im więcej tej modlitwy, tym lżej. Proszę więc módlcie się za nich, za Anię i jej męża, za ich dzieci aby przetrwali ten sztorm i tę ciemność i pozostali razem.
