Laurka rysuje aniołka. Nad głową rysowanego coś bliżej nieokreślonego.
– To jest aureola. – mówię bardziej twierdząco niż w trybie pytającym.
– Jaka LAUREola? – zdumiona właścicielka uroczego imienia:)
Taż sama podtyka mi pod nos opakowanie z płynem do baniek mydlanych.
– Ile to kosztuje? – krzyczy.
– To nie jest cena – wyjaśniam, patrząc na rozmazujące mi się cyferki.
– A co?
– Data ważności.
– No to ile waży? – nie daje za wygraną córka.
Laurka czesze mi włosy. Układa fryzurę z ulubionej bajki pt.: „Kraina lodu”. Mam już dwa niby-warkocze po bokach głowy.
– No i co? Wyglądam jak Anna? – dopytuję, bom pozbawiona lusterka.
– Tak, tylko masz inną twarz. – szczerze zaspokaja moją ciekawość mała fryzjerka.
🙂
