Wracamy z Drogi Krzyżowej.
W międzyczasie zapadła kurtyna wieczoru. Pogodnego, pięknego , pachnącego na poły wiosną z delikatną nutą mrozu. Niebo wygwieżdżone. Księżyc jak wąska łódka zupełnie przewrócił się i żegluje na brzuszku. Patrzymy chwilę w górę.
– Ooo, widzę duży wóz!!! – krzyczy Nusia.
Wszyscy w skupieniu kierujemy wzrok w stronę wozu.
– A jest dlewniany? – rzeczowym pytaniem na ziemię sprowadza nas Laurka:)
Porzucamy niebieskie konstelacje . Wchodzimy do domu roześmiani.
