Leżę w łóżeczku Laurki. Ona obok z jakąś broszurką w ręce udaje, że robi mi test.
Chyba na inteligencję, bo większości odpowiedzi nie znam:)
– Dlacego tseba pilnować zeby kwiatki kwitły? – zadaje mi kolejne pytanie profesorskim tonem.
O, tu mnie nie zagnie – myślę.
– Żeby miały owoce. – odpowiadam.
– Tak, dooobze. – z pełną namysłu flegmą zalicza mi pani profesor.
Ufff. – odetchnęłam z ulgą.
Egzamin na ogrodnika zdany:)
Jeszcze tylko jakieś dwa miliony pięćset siedemdziesiąt jeden tysięcy dwieście dwadzieścia pięć egzaminów życiowych do zdania i sesja zostanie zaliczona:)

